Ekstremalna wyprawa z krzyżem pod pachą

„Można przeżyć Drogę Krzyżową w kościele, siedząc w ławce i słuchając rozważań. Można na stojąco, siedząco, w samotności lub w tłumie ludzi zgromadzonych na tym nabożeństwie. Każdy sposób jest inny, nie ma lepszych czy gorszych”. Można też przeżyć ją ekstremalnie idąc nocą kilkadziesiąt kilometrów do celu.

Zapisy wciąż trwają, ale czas się kurczy. Ostatni śmiałkowie mają czas do 5 kwietnia. Do wyboru 449 tras w Polsce i poza jej granicami. Dziewięć z nich prowadzi do Klasztoru Karmelitów Bosych w Czernej. Najdłuższa, z Miechowa ma 60 kilometrów, najkrótsza – z Baluc, 23 kilometrów.

Droga jest ekstremalna, bo nie prowadzi po chodniku, ale przez wzniesienia i po mniej uczęszczanych trasach, w dodatku uczestnicy podążają w nocy, na piechotę. Jak przekonują organizatorzy Ekstremalne Drogi Krzyżowej, ci, którzy już pięć  razy wyruszyli w drogę, „mówią, że było to wyzwanie, głębokie przeżycie, doświadczenie własnej słabości i chociaż ułamka ciężaru, jaki dźwigał Jezus podczas Swojej Drogi. Bo inaczej patrzy się na Jego cierpienie z ciepłej ławki, inaczej gdy stopy pełne są odcisków, a nogi odmawiają posłuszeństwa…”

Pomysłodawcą  Ekstremalnej Drogi Krzyżowej jest ksiądz Jacek Wiosna Stryczek wraz z Męską Stroną Rzeczywistości. Zapisy przyjmowane są przez stronę internetową: www.edk.org.pl

Fot. FB EDK

Czytaj również:

50 komentarzy

  1. Anonim napisał(a):

    Pan Jezus przeszedł nie kilkadziesiąt kilometrów tylko ok. 2 km. Tradycje stacji ustalono dopiero w XVII wieku, a ekstremalną dopiero w 2009.

  2. Anonim napisał(a):

    Dokładnie to miał do przejścia niewiele, około 650 metrów.

  3. Anonim napisał(a):

    No i co z tego, ile miał do przejścia ? To jest teraz temat numer jeden ? Odległość ?
    Abstrahując od tego, czy ktoś wierzy czy nie, proponuję przejść 400 metrów, a potem dać sobie przebić gwoździami kilka części ciała i powisieć chwilę na krzyżu. A potem można dywagować o tym, ile ktoś tam przeszedł.
    Bo chyba samej kwestii krzyżowania ludzi w starożytności podważyć się nie da, prawda ?

    • Anonim napisał(a):

      Takie krwawe rytuały są obchodzone przez katolików – z poparciem duchowieństwa – na Filipinach. „z krzyżem pod pachą” to naprawdę ekstremalna „droga krzyżowa” wymyślona 8 lata temu przez księdza z Polski.

      • Anonim napisał(a):

        Ależ nic nie stoi na przeszkodzie skopiować rytuał z Filipin, droga wolna.
        Tylko po co od razu krytykować pomysł księdza z Polski, bo jest „mało ekstremalny” ? Może warto coś samemu wymyślić, niekoniecznie w kwestii wiary, krzyża.
        Cokolwiek, co spodoba się ludziom. Wtedy można innych oceniać.

        • Anonim napisał(a):

          „Krzyż pod pachą” proszę Cię? Co to ma wspólnego z Panem Jezusem? Zawsze krytykuje się pomysły nie mające nic wspólnego z prawdziwą wiarą.

          • Anonim napisał(a):

            Ale na jakiej podstawie krytykujesz ? Kto Ci daje prawo do oceniania wiary innych osób ? Jakie masz kwalifikacje, by móc to oceniać ?

          • Anonim napisał(a):

            Na podstawie Słowa Bożego, Pisma Świętego.

          • Anonim napisał(a):

            Pytałem Ciebie o Twoje kwalifikacje do wydania oceny, nie o podstawę tej oceny.

          • Anonim napisał(a):

            A dla kogo jest Pismo Święte, czy trzeba mieć jakieś kwalifikacje, żeby oceniać na jej podstawie? (2 list do Tymoteusza 3,16).

          • Anonim napisał(a):

            Ja Cie nie pytam dla kogo jest Pismo Święte tylko o kwalifikacje do oceniania czynów innych osób.

          • Anonim napisał(a):

            Tak się składa, że mam kwalifikacje do oceniania czynów religijnych (duchowych) innych osób.

          • Anonim napisał(a):

            O, ksiądz na forum ? 🙂

    • Anonim napisał(a):

      https://pl.wikipedia.org/wiki/Pochodnie_Nerona

      W roku 64 spłonął Rzym, o co Neron oskarżył chrześcijan, którzy schwytani zostali przywiązani do pali. Na obrazie uchwycony jest moment oczekiwania cesarza i jego świty na rozpalenie pochodni z pojmanych męczenników. Wzorem Pana Jezusa ginęli za wiarę.

      • wierna napisał(a):

        Wiara to sprawa bardzo osobista, każdy kontaktuje się z Bogiem na swój własny sposób. Obrzędy to sprawa według mnie drugorzędna. Całe życie jest lub nie jest świadectwem wiary. Cała reszta to tylko PR i dodatek.

        • Anonim napisał(a):

          Według definicji: „W chrześcijaństwie wiara to „nacechowane pewnością oczekiwanie rzeczy spodziewanych, oczywisty przejaw rzeczy realnych, choć nie widzianych” (Hebr. 11:1). Nie jest to łatwowierność, czyli gotowość uwierzenia w coś bez przekonujących dowodów lub tylko dlatego, że chce się w to wierzyć. Wiara wymaga gruntownej, rzetelnej wiedzy, zapoznania się z dowodami oraz doceniania tego, na co one wskazują. Dlatego Biblia mówi, że ‛wierzy się sercem’, chociaż wiara bez dokładnej wiedzy jest niemożliwa (Rzym. 10:10).”

          • Anonim napisał(a):

            Wiara bez wiedzy jest wiarą. Wiara razem z wiedzą to już nie jest sama wiara a przekonanie poparte dowodami.

          • Anonim napisał(a):

            Zgodnie z Pismem Świętym „wiara bez uczynków jest martwa”; wiara idzie w parze z wiedzą.

          • Anonim napisał(a):

            Od kiedy to uczynek to wiedza ?
            Nie trzeba mieć o czymś wiedzy, żeby w coś wierzyć.
            Trzeba natomiast mieć wiedzę by rozumieć.
            I to są dwie różne sprawy.

          • Anonim napisał(a):

            Może nie trzeba w innych religiach, ale dla chrześcijaństwa wiedza jest oparta na Piśmie Świętym, na nauczaniu Jezusa opisanych w Ewangeliach. Wiedza to znajomość faktów zdobyta przez osobiste doświadczenie, obserwację lub studium. Pismo Święte usilnie zachęca do poszukiwania i gromadzenia właściwej wiedzy, cenniejszej niż złoto (Księga Przysłów 8;10; 20;15). Pan Jezus podkreślał, jak ważne jest poznawanie jego samego oraz jego Ojca, a w Nowym Testamencie wielokrotnie uwypuklono znaczenie poznania, czyli wiedzy (Ewangelia Jan 17;3; Filipian 1;9; 2 Piotra 3;18).

          • Anonim napisał(a):

            Wiara i wiedza to dwie różne sprawy.
            Nie trzeba wiedzieć, by wierzyć.
            Wiedzieć trzeba, żeby wiarę podać w wątpliwość.
            Nie bez powodu parafianin to osoba wierząca, ale niekoniecznie oczytana i mądra.

          • Anonim napisał(a):

            Wiara nie może być oparta na wiedzy, bo wtedy przestaje być wiarą, a staje się nauką. A nauka szybko potrafi obalić teorię ukrzyżowania, zmartwychwstania, cudów, zamiany wody w wino, wskrzeszenia Łazarza, itp.
            Wierzysz w coś, to nie musisz się zastanawiać nad istotą pochodzenia danej rzeczy, lub osoby, w którą wierzysz.
            I żaden cytat z żadnego pisma tego nie zmieni.
            Możesz sobie dalej tutaj cytować. Ale nie masz racji.

          • Anonim napisał(a):

            Ja mogę nie mieć, ale chrześcijańska wiara nakazuje szanować Słowo Boże (Pismo Święte) czy Ty się z tym zgadzasz czy nie to ma najmniejsze znaczenie w zderzeniu z tym co nakazuje i co jest w niej zapisane na temat wiedzy i wiary.

          • Anonim napisał(a):

            Nadal się mylisz, gdyż błędnie interpretujesz słowa Pisma Świętego.
            Interpretujesz je źle, ponieważ łączysz dwie rzeczy – słowa spisane przez ludzi, a czyny i słowa wypowiedziane przez Jezusa. Te trochę różnią się w Piśmie oraz w rzeczywistości, w której Jezus żył.
            A to dlatego, że Pismo Święte zostało stworzone przez człowieka, nie przez Boga. To człowiek zatwierdził takie a nie inne Ewangelie oraz inne Księgi zawarte w Piśmie Świętym, nie Bóg.
            Tym samym powołujesz się na Księgę, którą człowiek zredagował tak, by była ona pomocna i wygodna dla kilku grup społecznych na świecie, nie zaś dla wszystkich. Ale cóż, Ty wierzysz że masz rację, a z tym walczyć nie będę.
            Wszak każdy w coś wierzy.

          • Anonim napisał(a):

            Zasady w Piśmie Świętym (w chrześcijaństwie uznanego za natchnione Słowo Boże) są ponadczasowe. Słowa i czyny wypowiedziane przez Jezusa zostały spisane właśnie przez ludzi (Ewangelistów). Przykładem jest najbardziej uniwersalna i akceptowana zasada moralna podana przez Jezusa – Złota Reguła: „Dlatego wszystko, co chcecie, żeby ludzie wam czynili, wy też im podobnie czyńcie”.

          • Anonim napisał(a):

            Owszem, słowa i czyny Jezusa zostały spisane przez ludzi. Przez wielu ludzi. I tylko cztery Ewangelie dopuszczono do tego, by nazywały się Ewangeliami, by to na nich oprzeć to, co przekazuje się dalej parafianom.
            To już nie jest dzieło Boga ani Jezusa, to już jest celowe działanie człowieka. I nie ma to zbyt wiele wspólnego z wiarą.
            Pismo Święte zostało uznane za natchnione przez Boga po tym, jak zostało zredagowane przez ludzi. Po tym, jak wprowadzono tam selekcję zapisanych informacji.
            Zasady zasadami, ale dlaczego już na podstawowym poziomie są równi i równiejsi ?

          • Anonim napisał(a):

            Pismo było uznane za natchnione jeszcze przed „zredagowaniem” (2 List do Tymoteusza 3:16).

      • Gie napisał(a):

        Ale wiesz że to obraz z 1876 roku oparty na kilkusetletnich przekazach i fantazji twórcy a nie dzieło naocznego świadka? 🙂

    • Gie napisał(a):

      Chyba jednak da się podważyć. Takie ukrzyżowanie jakie wszyscy znamy – Jezus przybity przez dłonie do poprzecznej belki, wiszący – nie ma prawa się sprawdzić. Dłonie by nie wytrzymały ciężaru ciała. Nawet gdyby obwiązać dodatkowo ręce sznurem to śmierć nastąpiła by prawie natychmiast. Jedyny możliwy sposób ukrzyżowania gdzie ofiara konałaby godzinami to przybicie do „krzyża” w kształcie litery X, pochylone do tyłu. I prawdopodobnie tak wtedy krzyżowano ludzi. Jeden z pierwszych znaków chrześcijan to P z krzyżem w kształcie X.

      • Anonim napisał(a):

        I tu właśnie jest zderzenie wiary z wiedzą.
        Ktoś kto wierzy, nie będzie słuchał tego, bo wierzy, że było inaczej.
        Natomiast ktoś, kto ponad wiarę przekłada wiedzę, będzie na jej podstawie próbował zgłębić swoją „wiarę”, dochodząc tym samym do podobnych odkryć.
        I co wtedy ? Wtedy zaczyna się właśnie stwierdzanie, że „to nie mogło być tak”, albo „coś tutaj nie gra”, albo „ta teza jest do obalenia”.
        W taki sposób nie rozmawiamy już o wierze.

      • Tomasz napisał(a):

        Niepiśmienni apostołowie i ustne przekazy… Teraz jest zabawa zwana głuchym telefonem…

        • Anonim napisał(a):

          Piśmienni. Np. Apostoł Paweł (Szaweł z Tarsu) znał język aramejski i grecki. Ewangelista poborca podatków i ceł. Ewangelista Łukasz – lekarz.

          • Anonim napisał(a):

            Ale czy wszyscy byli piśmienni ? Apostołów było 12.

          • Anonim napisał(a):

            Pytasz bo nie wiesz? Z całą pewnością. Poza Dwunastoma Apostołami (w tym 4 Ewnagelistami) oraz Maciejem i Pawłem z Tarsu, Nowy Testament określa też jako apostołów inne osoby. Większość z nich pisała listy zawarte w kanonie Pisma Świętego.

          • Tomasz napisał(a):

            Czy znał język oznacza był piśmienny. Trzyletnie dziecko posługuje się językiem w mowie niekoniecznie w piśmie. Apostołowie to w większości prości, żeby nie rzec prymitywni ludzie…

          • Anonim napisał(a):

            Dlaczego zatem w Piśmie Świętym nie ma innych Ewangelii, napisanych przez innych apostołów ? Bóg sobie „wybrał” te 4, czy jednak tu już była ingerencja człowieka, któremu nie podobały się inne, na dziś nazywane apokryfami ?

  4. Anonim napisał(a):

    Faktycznie na imprezę zapisywani są ludzie bez żadnej weryfikacji, kondycji, doświadczenia – czegokolwiek.
    Znam parę osób, które ledwo przechodzą 1-2 km, a za zapisały się na 40!
    Kto dopuszcza do organizacji tak skrajnie nieodpowiedzialnej imprezy? (pytanie retoryczne)
    Kto wytycza trasę, która wiedzie przez prywatne posesje, które trzeba będzie pokonywać ciemną nocą?
    Dlaczego od uczestników wymaga się „elementów odblaskowych”, a nie kamizelki odblaskowej?

    Kto będzie ratował tych ludzi jak zasłabną, staną w polach, nie będą mieli siły?
    Mają chociaż wykupione ubezpieczenie grupowe?

  5. Metyl napisał(a):

    A czy Mekka, Częstochowa, biorą odpowiedzialność za wypadki na pielgrzymkach? Żadna trasa na pewno nie pozostanie sama, strażacy z OSP na pewno będą je sprawdzać. Każda trasa ma zakładkę gdzie można przeczytać o bezpieczeństwie, youtube ma filmy dla EDK jak się przygotować. To nie jest dla każdego, oczywiście, nie każdy ma zdrowie. EDK jedynie propaguje uduchowienie, właśnie poprzez zmęczenie, ból, cierpienie. Dla wielu to jest jak ładowanie akumlatorów na cały rok

    • Anonim napisał(a):

      Mekka tak. Częstochowa nie. Jednak prawo do organizowania takich i związane z nim ewentualne następstwa obowiązują wszystkich. Polska jako kraj wyznaniowy angażuje w religijne imprezy np strażaków i inne służby. Prawdziwe uduchowienie polega na codziennym (nawet krótkim) czytaniu Słowa Bożego i wprowadzanie w czyn przeczytanych tam apeli, rad, praw i nakazów.

      • Tomasz napisał(a):

        Zgadzam się z przedmówcą. Czy w czasie takich „spędów” można coś głębokiego przeżywać? Co dały ludziom wspólne modlitwy w czasie pielgrzymek Jana Pawła II.? W co zamieniły się te egzaltowane przeżycia, co z nich zostało obecnie, co zostało z jego nauk skoro mamy Rów Mariański dzielący społeczeństwo. Polityków jednej partii zawłaszczających katolicyzm i biernych hierarchów kościoła. Co to wszystko ma wspólnego z wiarą? Nie wspomnę o ŚDM, które również niczego nie zmieniły.

        • Metyl napisał(a):

          Skoro tak piszesz, podejrzewam że nie jesteś osobą wierzącą czy chrześcijaninem (ale pewnie na bank w tamtym roku i w każdym uczestniczyłeś w wigilii 🙂 tak to często bywa u ‚polskich niewierzących’).
          Jeśli nie wierzysz, uszanuj wiarę innych (bo znowu podejrzewam, że uważasz się za osobę tolerancyjną, ale to już musi być ta tolerancja w ‚kulturowych widełkach’)
          Co ŚDM to byłem spontanicznie w jeden dzień. Miałem zostać chwile, zostałem do końca, był to jeden z moich najfajniejszych dni w życiu. Właśnie o życiu rozmawiając sobie na ławce tak pomiędzy Chilijką a Kanadyjczykiem, taka prosta historia.

          • Anonim napisał(a):

            Ja jestem wierzący, ale dla większości wiara to tylko tradycję, święta i nic po za tym. Dla większości msze, kazania, ŚDM, drogi krzyżowe to tylko „pokazówka”, bo tak trzeba, co by sąsiedzi, rodzina powiedziała, a wspólnym czytaniu Pisma Świętego już nie wspomnę. „Pozór pobożności = obłuda”.

          • Metyl napisał(a):

            Na szczęście Kościół ma dla Ciebie ofertę, jak i dla tych co szukają wspólnoty. Z jednej strony masz ‚Tygodnik Powszechny’ z drugiej strony ‚Radio Maryja’ a to ten sam Kościół nadal

          • Tomasz napisał(a):

            Może jestem bardziej wierzący od tych co biorą udział w tych wszystkich peregrynacjach i ceregielach ceremonii. Dla mnie wiara to czyny, to życie według przykazań, to stosunek do drugiego człowieka dzień po dniu. Jeżeli tak pojmujesz wiarę to wiesz, że jest to o wiele trudniejsze od całego tego efekciarskiego blichtru. Wiara „codzienna” nie pozorowana jest trudna,bo stawia przed nami bardzo trudne wyzwania czasem wbrew naturze człowieka. Rzeczywiście małą wagę przywiązuję to ceremoniału.

      • Metyl napisał(a):

        Mamy dwie poprawne formy, kościół i Kościół. Pierwsza to tylko budynek, drugą już wypełniają wierni. Ludzie potrzebują wspólnoty w wierze, a to im daje Kościół.

        • Anonim napisał(a):

          Ja dziękuje za taką wspólnotę w której brak wzajemnej miłości, cechę rozpoznawczą religii prawdziwej o której nauczał Pan Jezus.

        • komar napisał(a):

          Czyżby? Jak dla mnie grzybowy kościół nie jest żadnym kościołem. Ma wszelkie znamiona sekty. Guru i nie myślący podporządkowani mu „wierni”.

          • cywil napisał(a):

            Po tym co wyprawiają z ks. Lemańskim i Bonieckim widać wyraźnie, że obce są biskupom: miłosierdzie, miłość bliźniego, wybaczanie. Ich postępowanie nie ma nic wspólnego z nauką Chrystusa. Dlatego ich słowa to wydmuszki – nie są wypełnione treścią.

Pozostaw komentarz