Gospodarka

Gmina zrezygnowała z dofinansowania budowy parkingu przy dworcu by… sięgnąć po większe pieniądze

Dwa dni temu pisaliśmy, że gmina Krzeszowice zrezygnowała z dofinansowania projektu budowy parkingu przy dworcu PKP. Niedostarczenie potrzebnych dokumentów w terminie poskutkowało skreśleniem jej projektu z listy skierowanych do dofinansowania i utratę ponad 2.4 miliona złotych. Jak się okazuje działania gminy było zamierzone, bo w tym samym czasie złożyła wniosek do naboru z większym dofinansowaniem tego samego projektu. Czy w tym „szaleństwie” jest metoda? Dowiemy się w czerwcu.

W trakcie styczniowej sesji, na pytanie jednego z mieszkańców o zagrożenia związane z realizacją projektu budowy parkingu burmistrz stwierdził „Mamy dwa warianty, z dofinansowaniem unijnym i bez dofinansowania. Do końca 20 roku, tak jak planujemy, zadanie będzie zrobione”.

Dwa tygodnie później Zarząd Województwa skreślił projekt budowy parkingu przy krzeszowickim dworcu, złożony w ramach poddziałania: Nieskoemisyjny transport miejski, z powodu niedostarczenia przez gminę potrzebnych dokumentów do podpisania umowy o dofinansowanie. Sprawa, jak się okazuje ma jednak ciąg dalszy.

26 stycznia, czyli dzień po sesji, urząd złożył kolejny wniosek o dofinansowanie budowy parkingu przy krzeszowickim dworcu. Tym razem w ramach poddziałania: Infrastruktura dla obsługi podróżnych. Nabór wniosków trwał od 27 listopada 2017 do 26 stycznia. W przeciwieństwie do poprzedniego naboru, w tym przypadku gmina może zyskać dodatkowo 747 tysięcy, bo o tyle wyższa jest wartość możliwego dofinansowania. Pełna wartość projektu złożona w ramach naboru Infrastruktura dla obsługi podróżnych wynosi to 3 916 487,43 złotych, wartość dofinansowania – 3 161 901,40 złotych. W naborze do poddziałania Nieskoemisyjny transport miejski (z tego, z którego gmina została wykreślona) całkowita wartość projektu wynosiła 4 049 985,99 zł, a kwota dofinansowania: 2 414 544,10 złotych.

Na razie projekt gminy znalazł się na liście złożonych wniosków. Teraz czeka go ocena formalna i merytoryczna. Jeśli wypadnie pomyślnie szanse na dofinansowanie są duże, bo na realizację projektów z tego naboru zostały przeznaczone aż 36 miliony złotych. Na liście znajdują się tylko 4 projekty o łącznej wartości dofinansowania w wysokości 6.2 miliona złotych, a to oznacza, że konkurencji brak. Wyniki naboru poznamy w czerwcu. Po podpisaniu umowy gmina będzie miała około 36 miesięcy na zrealizowanie zadania.

 

 

32 komentarze

1 Komentarz

  1. Anonim

    20/02/2018 o 22:19

    Zatem gratuluję pomysłowości.
    Zwłaszcza w kontekście treści artykułu sprzed 2 dni.

  2. kyształ

    21/02/2018 o 07:29

    Dlaczego burmistrz stosuje podwójne standardy? Mimo ża plan zagospodarowania wymagał dopracowania, to burmistrz parł, żeby to dziadostwo uchwalić. Jak trzeba walczyć o dofinansowanie, to spoko. Można zaczekać. Nie chcę takiego burmistrza.

  3. Anonim

    21/02/2018 o 09:34

    Uchwalanie planu wlokło się od chyba 10(?) lat.
    Nigdy wszystkich w pełni nie zadowoli się. Jeden chce tak, drugi kompletnie odwrotnie.
    Co nie zmienia faktu, że wartościowe pomysły należy rozważać. Ale nie w nieskończoność.

    • wladi

      21/02/2018 o 15:47

      8 lat. Z czego Bartl w ciągu 4 lat zrobił 4 wyłożenia, a Gregorczyk mając gotowca w ciągu 4 lat zrobił 1 wyłożenie. A i tak ludzie skarżą plan, bo jest sprzeczny z prawem. Brawo Gregorczyk.

    • Anonim

      21/02/2018 o 21:01

      Mówisz chyba o zupełnie innym dokumencie.

    • no_explain

      21/02/2018 o 21:07

      Słyszysz się, anonimie? „jeden chce tak drugi kompletnie odwrotnie” – no dziwne żeby nie, jeśli masz dwie działki sąsiadujące i jedna jest budowlana a druga jest nieużytkiem. Ludzie bronią swoich majątków, po prostu. Łatwo to oceniać komuś kto na tym planie niczego nie traci, dla wielu osób to zrujnowanie marzenia o budowie domu na swojej własnej ziemi, o zaniżeniu wartości nieruchomości nie wspominając.

      • Anonim

        22/02/2018 o 14:47

        Jasne, że zawsze będą wątpliwości i przelewanie kwasów dopóki będzie panował taki chaos i bałagan przy sporządzaniu planu, jaki nam gmina zafundowała. Żadnych zasad nikt tutaj nie respektował. Rządził wyłącznie przypadek i wolna amerykanka. Efekt jest jaki każdy widzi. Po pierwsze – gdyby wprowadzono znaczne ograniczenia w przeznaczaniu dziewiczych terenów pod zabudowę indywidualną „tam gdzie popadnie”, i gdyby nadrzędną zasadą była ochrona terenów przed niekontrolowaną ekspansją zabudowy oraz elementarny ład przestrzenny, ludzie mieliby jasny obraz sytuacji i sąsiad nie patrzyłby teraz krzywo na sąsiada, że jednemu się pozwala, a drugiemu nie. Brak jakichkolwiek zasad zawsze wzbudza podejrzliwość.
        Po drugie – gdyby radni zasiadający w komisji przyjęli obiektywne kryteria w planowaniu przestrzennym jako obowiązek ustawowy zamiast kierowania się subiektywnymi ocenami w stosunku do poszczególnych uwag i wniosków, być może otrzymalibyśmy plan bardziej uniwersalny i pozbawiony tak dużej liczby błędów, a gmina nie musiałaby przystępować w krótkim czasie do jego zmiany. Niestety to będzie nieuniknione. W tej sytuacji wartość takiego planu jest bardzo wątpliwa. Ale skąd niby radni mieliby posiadać taką wiedzę? Oczywiście od tego powinni być doświadczeni projektanci. Ale skoro w tym gronie nie znalazł się żaden architekt ani też żaden urbanista z prawdziwego zdarzenia, możemy pozostać jedynie w sferze przypuszczeń i pobożnych życzeń. Skończyło się na tym, że wszystkie wysiłki urzędników i projektantów skupiły się na dopasowaniu planu do studium wyłącznie po to, aby formalnościom stało się zadość. W tym absurdalnym pędzie urzędników do ochrony własnych interesów merytoryczna jakość planu stała się kompletnie drugorzędna. Radni gminni taki stan rzeczy oczywiście przyklepali, nie zdając sobie sprawy (a może świadomie?) że na nich spoczywa odpowiedzialność za ostateczną jakość tego dokumentu. Ale plan, to nie są tylko formalności. To znacznie coś więcej, coś, co jego głowni kreatorzy zupełnie zignorowali. Zapomnieli, że w praktyce wszystko wyjdzie na wierzch szybciej, niż się komuś wydaje.

        • stolarz

          23/02/2018 o 12:31

          Anonim – bardzo celnie to ująłeś. Tak ogólnie rzecz biorąc to ja wyczuwam gigantyczny kryzys samorządności lokalnej. Mam przeświadczenie, że duża część radnych jak i sam burmistrz kompletnie zatracili poczucie rzeczywistości i nie rozumieją jaka jest ich rola w lokalnym samorządzie. Wydaje mi się, że rozumują oni w ten sposób: skoro mieszkańcy nas wybrali, to znaczy że jesteśmy doskonali. Skoro jesteśmy doskonali, to wszystko co robimy musi być zgodne z prawem, dobre dla mieszkańców i perfekcyjne. Jeśli ktoś nam wytyka że zrobiliśmy coś źle, to nie może mieć racji. Przecież ludzie tak doskonali jak my nie mogą się mylić. Otóż mylą się. Najczęściej dlatego, że sprawowane przez nich funkcje i powierzone im do wykonania zadania po prostu ich przerastają. Czy burmistrz naprawdę wierzy w to, że człowiek po skończonych studiach jednej z dyscyplin humanistycznych, który nigdy wcześniej zawodowo nie zajmował się zagospodarowaniem przestrzennym przygotuje prawidłowo i rzetelnie plan zagospodarowania? Czy rada ślepo wierzy w to, że komisja pod przewodnictwem elektronika, w skład której wchodzili między innymi emerytowany nauczyciel, bibliotekarz, hotelarz rozwiąże wszystkie problemy związane z miejscowym planem? Przecież to brzmi jak gotowy scenariusz komedii Barei.

          • Anonim

            24/02/2018 o 12:38

            Zgadzam się z Tobą stolarzu. Bareja w pełnym wydaniu! Tyle, że ten scenariusz może mieć smutne zakończenie.

      • Budowniczy

        04/03/2018 o 10:06

        Kup sobie kawałek budowlanej i buduj własny domek

  4. Jogi

    23/02/2018 o 12:55

    Co do planu niech się wypowie największy znawca każdego tematu (bez)Radny Leszek Słota. W końcu to on odpowiedzialny był za komisję da. Planowania Przestrzennego.

  5. Anonim

    23/02/2018 o 18:18

    Póki co milczy, ale cóż ten pan może nam ciekawego powiedzieć o planie?

  6. Dejavu

    24/02/2018 o 08:36

    Myślę, że podobnie duzo i na temat co odnośnie tematyki wodociągów i kanalizacji 🙂

    • Marian

      24/02/2018 o 13:14

      Pytanie czy pan Leszek Słota i radni z jego komisji, po tym co zroblili z planem będą bez żadnych skrupułów kndydować do rady w najbliższyh wyborach? Zgadzam się z tym co napisał STOLARZ, że to co się działo wokół uchwalania planu było jak z komedii Bareji. Na ul. Miękińskiej uchwali tereny zieleni nieurządzonej(ZN), tam gdzie mogły i powinny być budowlane,na Grunwaldzkiej też są problemy. W Żbiku drogi, których z braku potrzeby i pieniędzy nigdy nie rozbudują, a mieszkańcy nawet ogrodzenia tam nie postawią. Ale z ul. Kolejową i terenami wokół modernizowanej lini kolejowej E30 przeszli już samych siebie. Gdzieniegdzie wpisali sobie tereny zamknięte (TZ)- tam gdzie ich nie ma, albo tereny budowlane tam gdzie działki stanowią własność skarbu państwa i defacto powinny być zamknięte. Oczywiście należy pamiętać że „niewielki” w tym udział ma również pan burmistrz i urzędnicy od plnowania. Swoją drogą ciekaw jestem ile jest w ogóle takich bubli w planie, bo co rusz coś wychodzi.

      • Anonim

        25/02/2018 o 15:55

        Marianie, cale mnóstwo! Plan to jeden wielki BUBEL!

  7. Palermo

    24/02/2018 o 11:42

    Ujadanie. Żal. Na szczęście jest was mniej niż palców u jednej ręki. A zaobserwowałem że efekt ataków jest mniej więcej taki jak komara na skorupe żółwia. Hehe

    • no_explain

      25/02/2018 o 20:34

      zobaczymy przy wyborach 😉

    • rrr

      26/02/2018 o 16:06

      Marysia też miała skorupę żółwia. Czesio również. Wszyscy wiemy jak się potoczyła ich historia. Hehe

  8. Anonim

    24/02/2018 o 12:33

    Dobry żart!! Z kategorii tych ponurych…

  9. do człowieka na stanowisku burmistrza

    24/02/2018 o 22:49

    Panie Gregorczyk, to pan wydał zgodę na rzeź Kasztanowej? Niech pan nie będzie tchórzem i tu odpowie. Trzeba brać odpowiedzialność za swoje czyny.

    • Anonim

      25/02/2018 o 15:46

      „Rzeź Kasztanowej”. człowieku Ty się najpierw naucz artykułować właściwie zapytania. Tyś rzezi chyba nie widział. Na wojnę jedź gdzieś, tam rzeź zobaczysz.

    • jan1212

      26/02/2018 o 07:29

      Co ma burmistrz do inwestycji PKP PLK ? gdzie pozwolenie na budowę wydał urząd wojewódzki…

    • Budowniczy

      04/03/2018 o 10:12

      A gdzie te kasztany miały by rosnąć- pod wiaduktem INTELIGENCIE

      • Anonim

        04/03/2018 o 21:26

        No na przykład…ale tego już sobie BUDOWNICZY nie potrafi wyobrazić 😉

  10. Anonim

    25/02/2018 o 15:57

    Idę o zakład, że gmina zasłoni się powiatem 😉

  11. Krzeszek

    25/02/2018 o 19:38

    A słyszeliście Panowie/Panie o budowie widuktu? 😉 Ani gmina to wymyśliła, ani gmina to buduje… 😀 I znowu pudło. 😉

    • Anonim

      25/02/2018 o 21:28

      Pani naczelnik, więcej odwagi.
      Może tak z imienia i nazwiska

    • Anonim

      26/02/2018 o 07:47

      Tak na Adamczyka jeszcze zrzućmy pozwolenia na wycięcie drzew….

    • Anonim

      26/02/2018 o 14:34

      To by znaczyło, że nikt się nie liczy z naszym samorządem? To do czego nam on jest potrzebny? Może zlikwidować gminy i podpiąć je pod powiaty?

  12. gig

    26/02/2018 o 11:59

    Co ma do tego burmistrz? Trzeba zapytać „krzeszowickiego” ministra?

  13. Tomek

    26/02/2018 o 13:05

    przecież od dawna wiadomo że w Krzeszowicach wg władzy ma królować asfalt i beton.

    • precz z betonem

      02/03/2018 o 11:28

      Pełna zgoda. W Krzeszowicach od wielu lat króluje beton. Wystarczy spojrzeć na Grunwaldzką.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

W górę