Opinie

Komisje bez kamer. Czego obawiają się krzeszowiccy radni?

Sesja krzeszowickiej Rady Miejskiej

Czy mieszkańcy gminy Krzeszowice będą mogli śledzić online posiedzenia komisji problemowych Rady Miejskiej? Wniosek o ich nagrywanie i publikowanie wpłynął do Komisji Skarg, Wniosków i Petycji. O tym, czy zostanie przyjęty, radni zadecydują na czwartkowym posiedzeniu.

Muszę się Wam do czegoś przyznać. Od kilkunastu lat oglądanie sesji krzeszowickiej Rady Miejskiej stało się moim guilty pleasure. Teraz, kiedy obrady są transmitowane online, a nagrania publikowane, zamiast odpalać Netflixa w sobotni wieczór, siadam przy eSesji.

Ten comiesięczny serial jawi mi się czasami jako połączenie „Latającego Cyrku Monty Pythona”, „The Office” i „Świata według Kiepskich”. Nic więc dziwnego, że jestem gorącym orędownikiem wrzucania na platformę dodatkowych nagrywek z tak zwanego backstage’u. Kulisy w tym przypadku są bowiem ciekawsze niż to, co rozgrywa się na głównej scenie. Na moje nieszczęście (i Wasze) aktorzy tego dramatu nie chcą przed kamerami występować częściej, niż ustawa przewiduje. Odmowę uzasadniają zestawem zgranych argumentów, doprawiając je urzędową racją, czyli świętą racją.

Z poziomu „Dnia Świra” zejdźmy jednak na poziom „Stranger Things”. Nasze rodzime Upside Down ma swojego Mind Flayera, który próbuje udowodnić, że publikowanie nagrań z komisji nie zepnie się finansowo. W gminie, która wydała 65 baniek na basen i popiera budowę sali koncertowej za 75 mln zł, problemem staje się wydanie dodatkowych stówek na utrwalanie posiedzeń kilku komisji, które najczęściej odbywają się raz w miesiącu. W uzasadnieniu projektu uchwały pada cała tyrada na temat dodatkowej pracy urzędników, ale nigdzie nie ma konkretnych wyliczeń. Komisja łyka uzasadnienie burmistrza jak pelikan, bo po co się męczyć, skoro temat można szybko zamknąć i odfajkować.

Sesja Rady Miejskiej, Krzeszowice

Pośród argumentów przeciw utrwalaniu posiedzeń komisji pada też ten, że jawność już obowiązuje. Na posiedzenie komisji może przecież przyjść każdy. Nasi milusińscy zapominają jednak, że statystyczny mieszkaniec gminy ma do dyspozycji 26 dni urlopu, które niekoniecznie chce spędzać z radnymi na komisjach. Godziny posiedzeń są dostosowane do planu dnia radnych – ich pracy lub emerytury. I tak np. komisja edukacji, na której czele stoi nauczyciel, spotkania organizuje przed godz. 15:00, a komisja budżetu obraduje o godz. 16:00. Ponieważ dla większości mieszkańców nasza gmina wciąż jest bardziej sypialnią niż miejscem pracy, żeby uczestniczyć w jawnych posiedzeniach komisji, należałoby zwolnić się z pracy.

W uzasadnieniu projektu uchwały odrzucającej wniosek o utrwalanie posiedzeń komisji pada też inny argument. Przyznam, że ten jest moim ulubionym – jawność już dziś obowiązuje, bo każdy mieszkaniec może poczytać sobie protokoły z posiedzeń komisji w BIP. Jako heavy user BIP-u regularnie czytam protokoły i w tym momencie ogarnia mnie pusty śmiech. Nie wiem, czy osoba, która umieściła ten argument w uzasadnieniu projektu, czytała kiedykolwiek protokoły pisane przez swoich kolegów z Rady. Ich poziom jest, mówiąc najoględniej, różny. Bywa, że z protokołu praktycznie nic nie wynika. Dodatkowo streszczenia posiedzeń trafiają na platformę z dużym opóźnieniem. Przykład? Protokół z majowego posiedzenia komisji rewizyjnej został umieszczony w BIP-ie w sierpniu. Ostatnie protokoły z komisji budżetu pochodzą z maja, a zamieszczono je pod koniec czerwca. Z kolei protokół z czerwcowego posiedzenia komisji rozwoju opublikowano 1 października. Przykłady można mnożyć.

Patrząc na projekt uchwały, nie mam złudzeń co do tego, jaki będzie finał tej sprawy. Podobne wnioski trafiły do rad powiatu chrzanowskiego i gminy Trzebinia. Żadna z komisji nie rekomendowała uznania pisma mieszkańca za zasadne. Władze stosują tylko jedną technikę negocjacyjną – drzwiami w twarz. Radni z kolei idą utartymi schematami. Po takim strzale mieszkańcom najczęściej nie chce się już kopać z koniem. W czasach dynamicznie rozwijających się LLM-ów pozostaniemy więc z niedbałym protokołem pisanym przez człowieka, byleby tylko burmistrz był zadowolony, a urzędnik miał mniej pracy.

Czytaj także:

(Nie)jawne komisje – raport z monitoringu

O jawności w krzeszowickim urzędzie

Rozpocznij dyskusję

Odpowiedz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

W górę