Wspólne zarządzanie finansami gminnych szkół? Radni mówią „nie”

W Krzeszowicach nie powstanie Centrum Usług Wspólnych, które miałoby świadczyć obsługę księgowo-finansową, administracyjną i organizacyjną na rzecz gminnych szkół, przedszkoli i poradni psychologiczno-pedagogicznej. Radnych nie przekonał argument finansowy dotyczący sporych oszczędności dla budżetu związanych z powołaniem i funkcjonowaniem nowej jednostki.

zajawka_szkoly

Na czwartkowej sesji zjawili się wszyscy dyrektorzy gminnych podstawówek, przedszkoli i zespołów szkół. Powód? Propozycja burmistrza dotyczyła wyprowadzenia obsługi finansowo-księgowej ze szkół i przeniesienia jej do Centrum Usług Wspólnych. Pomysł nowy nie jest. Kilkanaście lat wstecz w gminie istniał Zespół Ekonomiczno-Administracyjny Szkół, na jego czele stał m.in. późniejszy, długoletni dyrektor krzeszowickiego ogólniaka – Antoni Wójtowicz. Jednostkę zlikwidowano by dać większą swobodę dyrektorom. Pięć lat temu, szukając oszczędności w coraz bardziej kosztownej gminnej oświacie, do pomysłu powrócił Czesław Bartl. W swojej propozycji były burmistrz poszedł dalej. Zakładała ona likwidację szkolnej księgowości i stworzenie centralnej jednostki zajmującej się finansami podstawówek i gimnazjów, przejęcie stołówek przez prywatne firmy, czy częściową redukcję zajęć w szkolnych świetlicach. Pomysł wspólnej obsługi finansowo-księgowej upadł, bo dyrektorzy zobowiązali się do zaciśnięcia pasa i poszukania w swoich placówkach oszczędności.

Dlaczego obecny burmistrz zdecydował się powrócić do propozycji poprzednika, która ostatecznie nie zyskała poparcia? Ponad 22 milionowa subwencja oświatowa, od dawna nie wystarcza na pokrycie wszystkich wydatków związanych z oświatą. Teraz dodatkowo, jak przyznaje burmistrz, ma być ona niższa o 600 tysięcy. W styczniu radni nie zdecydowali się na kontynuację rozmów o połączeniu krzeszowickich szkół w zespół i likwidacji klas IV – VI w Paczółtowicach i Czernej. Burmistrz zaczął więc szukać oszczędności w innych obszarach gminnej oświaty.

Padło na księgowych. Początkowo, jeden z wariantów projektu, zakładał stworzenie Centrum Usług Wspólnych jako osobnej jednostki, ostatecznie jednak stanęło na propozycji utworzenia nowego referatu w krzeszowickim UM, którego zadaniem byłaby obsługa księgowo-finansowa wszystkich szkół, przedszkoli i poradni psychologiczno-pedagogicznej. W szkołach zostałyby sekretariaty. Centralizacja miała w ciągu trzech lat przynieść od 350 do 400 tysięcy oszczędności. Głównie dzięki stopniowemu zmniejszaniu etatów, bo choć docelowo burmistrz zapewniał, że prace w nowym referacie mieliby znaleźć wszyscy dotychczasowi szkolni księgowi, ich liczba w skutek odejść na emeryturę miałaby się z czasem zmniejszyć, nawet o 6-8 etatów do 2020 roku. Niższe koszty wynikałyby także z niższych zarobków. Księgowe zostałyby zatrudnione na stanowisku inspektora z podstawą 3 200 brutto i dodatkiem za wysługę lat, czyli teoretycznie ich zarobki byłyby zbliżone do obecnego uposażenie. Pracując w urzędzie nie pobierałyby jednaka 30%, comiesięcznej premii. W uzasadnieniu, jako zaletę nowego rozwiązania wskazano zwiększenie wymiany doświadczeń pracowników w zespole, brak problemów z zastępstwami w czasie urlopów czy zdjęcie z dyrektorów części biurokracji.

Najbardziej zainteresowanych, czyli tych, którzy na własnej skórze odczuliby skutki reorganizacji, zalety nie przekonują. Widzą za to sporo wad. Przed sesją, do Rady Miejskiej trafiły petycje dyrektorów szkół, pracowników administracji i księgowych oraz działającego przy zespole szkół w Woli Filipowskiej związku zawodowego Solidarność. Wszyscy zgodnie oceniają, że centralizacja obsługi zagrozi autonomiczności szkół i spowoduje fale zwolnień.

Krytyki pod adresem nowego pomysłu nie szczędzili radni. Michalina Nowakowska-Malczyk z komisji edukacji wytknęła burmistrzowi brak merytorycznych konsultacji projektu. Wskazywała też, że materiały trafiły do radnych zbyt późno, a dyskusja o projekcie odbyła się na komisji dopiero w środę, czyli dzień przed sesją, na której miał być głosowany projekt. Według niej centralizacja przyczyni się do ograniczenia autonomii szkół i dodatkowo obciąży dyrektorów częstymi wyjazdami do Krzeszowic. W podobnym tonie wypowiadała się radna Irena Godyń. Nową propozycję burmistrza nazwała paraliżem oświaty. Dopytywała też jak po zmianach będą wyglądały drobne naprawy, o których w tej chwili decyduje dyrektor i czy zwiększy się zatrudnienie w sekretariatach. Mocnym akcentem była wypowiedź przewodniczącego komisji edukacji, Roberta Chochoła. Przypomniał burmistrzowi, że samorządność to decentralizacja i subsydiarność. Wskazywał, że z jednej strony w projekcie mówi się o odbiurokratyzowaniu szkoły i odbieraniu części ich funkcji, z drugiej jednak odpowiedzialność cały czas pozostaje na dyrektorze. Tak jak przedmówców, zaskoczył go sposób procedowania uchwały.

– Projekt uchwały zastał nam przedstawiony wczoraj (od red. w środę). Analizy są lakoniczne i nie uwzględniają kosztów dodatkowych – wskazywała Marta Lasoń, księgowa z Zespołu Szkół w Zalasiu. Dopytywała też co zrobi urząd z osobami przed emeryturą, w wieku ochronnym, które nie zdecydują się przystać na propozycję burmistrza. – Uchwała została stworzona naprędce, nikt wcześniej jej z nami nie konsultował. Pięć lat temu były rozmowy i oszczędności się znalazły – dodała i zaapelowała by radni zdjęli projekt uchwały z porządku obrad.

Burmistrz bronił się zapewniając, że wybrane rozwiązanie jest najbardziej prospołeczne i wszyscy księgowi otrzymają ofertę pracy w urzędzie. Podkreślił też, że gmina musi skupić się na wydawaniu środków efektywnie i spłacie zadłużenia, a to wiąże się z oszczędnościami. Obniżono pensje burmistrzowi i jego zastępcy, zmniejszono liczbę naczelników i pracowników straży miejskiej. Od 1 lipca mniej będzie zarabiał prezes WiK-u – wyliczał burmistrz. Dodając, że we wszystkich jednostkach podlegających gminie trwa szukanie oszczędności. Te w oświacie, po zmianach, miałyby sięgnąć po 3 latach nawet 400 tysięcy złotych. Dzięki nim można byłoby wydłużyć pracę świetlic czy uruchomić dodatkowe oddziały w przedszkolach samorządowych – bo takie są oczekiwania mieszkańców, podkreślał.

Pomysł burmistrza przepadł jednym głosem. Ośmiu radnych głosowało za przyjęciem projektu, dziewięciu – przeciw, dwóch wstrzymało się od głosu. Tym samym Gmina Krzeszowice pozostaje jedyną, obok Jerzmanowic-Przegini, w Powiecie Krakowskim, która nie scentralizowała obsługi finansowo-księgowej. Gminny Zespół Ekonomiczno-Administracyjny Szkół, tak bardzo krytykowany przez większość radnych, funkcjonuje w sąsiednim Zabierzowie, do którego często się porównujemy. Wspólną obsługę szkół ma ponad połowa samorządów w całym kraju.

Czytaj również:

56 komentarzy

  1. Protoplasta napisał(a):

    Ciekawe, czy radni tak samo wnikliwie będą analizować plan zagospodarowania dla Krzeszowic i czy równie skutecznie sprzeciwią się temu bublowi?

    • Anonim napisał(a):

      Bardzo możliwe, że kilku radnych się sprzeciwi kierując się zdrowym rozsądkiem, zwłaszcza ci, którzy są świadomi, czym to dla nich pachnie, ale reszta prawdopodobnie nie będzie się narażać burmistrzowi i w ciemno zagłosuje za tym bublem. Ciekawe, czy głosowanie odbędzie się imiennie 😉

  2. obserwator napisał(a):

    pozwalniac ksiegowe,ktore juz osiagnely wiek emerytalny….

  3. Klika napisał(a):

    Chochol malczyk i Godyn bronili swojch znajomych

    • Można napisał(a):

      I tak. Ale czy o to chodzi w byciu radnym ? Wszędzie ten system się sprawdza tylko my zawsze w zaścianki. ponoć i były burmistrz się zaangażował przeciwko pomysłowi obecnego. A przecież spłacamy kredyty zaciągnięte przez poprzednią ekipę. Panie Grzegorczyk . Do przodu. Nie przejmować się klikami.i wyczyścić pozostałości po poprzedniku. Oni panu naprawdę nie pomagają. Odwagi.

      • aska napisał(a):

        Gdybyś pracował 30 lat w szkole i ktoś w arogancki sposób pozbawiał pracy to zmieniłbyś zdanie. Dla niektórych praca to drugi dom i tak nie postępuje się z ludźmi. W tym wszystkim księgowe były „sztuką”.Nie wypowiadaj sie dgy w całości nie znasz tematu.

        • Anonim napisał(a):

          Kolejne święte krowy broniące swoich interesów stosując wszystkie możliwe sposoby. Co to za argument że pracujesz 30 lat, ludzie każdego dnia boją się o swoją przyszłość. Ja uważam że jeżeli to przyniesie oszczędności to należy to zrobić. W innych miejscach to działa więc dlaczego znowu u nas się nie sprawdzi?
          Natomiast pewna grupa radnych to zwykłe cwaniaczki które są w radzie żeby dorobić do renty, emerytury albo zapewnić dobre stanowisko pracy dla swoich rodzin może i w szkołach o których tu mowa.
          Oni zagłosują nawet za tym że koń ma trąbe bo tak pasuje.

        • beton napisał(a):

          ” aska, aż strach pomyśleć, że pracujesz w szkole. Czytaj ze zrozumieniem!!! „Wszyscy księgowi otrzymają ofertę pracy w urzędzie”. Ja rozumiem, że kapcie trzeba by zamienić na buty – no bo będzie dalej. No i obiadku nie wyskoczy się ugotować, i 8 godzin trzeba by było odsiedzieć. Ale takie słownictwo, że arogancki????I kto to popierał , aż się dziwię…

          • aska napisał(a):

            Potrafię czytać ze zrozumieniem. Nie znasz tematu to nie wypowiadaj się. Nie będę Ci tłumaczyć.Obiadu nie gotuje bo mam gosposie .Tyle w tym temacie.

      • Anonim napisał(a):

        Był na to dobry czas 😉 Teraz już za późno!

    • gil napisał(a):

      Uważam, że ci co byli przeciw zmianom bronili swoich znajomych i to jest klika.

  4. Anonim napisał(a):

    Czy to prawda że księgowych na komisję edukacji przeprowadził P.Bartl?

    • sztajger napisał(a):

      Może Bartl przemyślał swoje (a może nie swoje?) pomysły z czasów, kiedy był burmistrzem i wyciągnął odpowiednie wnioski? Gdyby tak jeszcze zweryfikował swoje podejście do planu miejscowego i chciał uwzględnić głos (teraz to już właściwie krzyk) mieszkańców, to nie miałbym nic przeciwko temu, żeby w 2018 roku wrócił do urzędu jako burmistrz.

      • grzegorz napisał(a):

        Do sztajgera – podobno Bartl już prowadzi rozmowy z niezadowolonymi z planu i zamierza wszystko wyprostować, oczywiście pod warunkiem, że zostanie burmistrzem.

        • Jaber napisał(a):

          Pan Bartl miał na to sporo czasu: przygotował wraz ze współpracownikami i firmą z Krakowa projekt MPZP – jaki, wiadomo, był odpowiedzialny za przeprowadzenie procedury – jak się wywiązał, wiadomo, a także prowadził spotkania i rozmawiał z mieszkańcami – jak, wiadomo. (BTW – 800 czy 900 uwag?)

          • Odrobinka napisał(a):

            Jeśli Bartl nie znajdzie poparcia u oburzonych planem, to nie ma żadnych szans w kolejnych wyborach. Wbrew temu co się słyszy tu i ówdzie, jest to człowiek inteligentny i potrafi wyciągać wnioski z porażek. W 2014 chyba zgubiła go pewność siebie, na co nałożyła się złość niezadowolonych z propozycji planu. Aktualny burmistrz zaprzepaścił szansę zjednania oburzonych, zaryzykuję nawet twierdzenie, że bardzo się przyczynił do wzrostu siły i znaczenia tej grupy. Nie jestem specjalistką z dziedziny socjologii, ale kobieca intuicja podpowiada mi, że to głosy oburzonych zadecydują za dwa lata o tym, kto będzie burmistrzem. Dlatego wzrost prospołecznej aktywności Bartla akurat w tym momencie nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem.

          • Anonim napisał(a):

            Z tą inteligencją Bartla w 100% się zgadzam. Pamiętam, jak niektórzy wieszali na nim psy, że w rynku podczas rewitalizacji zostały wycięte bezprawnie drzewa. Było jakieś ciąganie po sądach a w końcu i tak wyszło, że drzewa były wycięte zgodnie z prawem i gmina żadnych kar nie musiała płacić.

          • Jaber napisał(a):

            Nie ma i nie było niczego prospołecznego w działaniach tego Pana. Jeżeli przez pewien czas wypełniał poprawnie to, za co się burmistrzowi płaci, to wszystko. Druga kadencja była pokazem arogancji i niekompetencji.

          • y napisał(a):

            Bartl od poczatku był nieporozumieniem, nie ma zadnych podstaw aby w ogóle rozpatrywac jego powrót.

          • Anonim napisał(a):

            Co mają wspólnego wycięte drzewa z inteligencją? Co gorsza, ani pewność siebie, ani arogancja z inteligencją raczej też się nie kojarzą. A co do zjednywania sobie oburzonych na plan łatwo się można zorientować, że ten rodzaj działań, jaki uprawiają obecne władze samorządowe, prowadzi dokładnie… w drugą stronę 😉 Błędna taktyka, jaką przyjęto, już wkrótce może się obrócić przeciw tym wszystkim, którzy zamiast dobrego planu dla mieszkańców postanowili przepchać gniota kolanem, byle jak najprędzej mieć z nim święty spokój. Tłumaczenie, że zaraz po uchwaleniu planu przystąpią do jego zmiany na lepsze, jest kompletnie niepoważne.
            Szanowni Państwo, ten sposób daleko się nie zajedzie 😉

        • Anonim napisał(a):

          Ujdzie, ale tylko jako kiepski żart. Bajzel ,do jakiego doprowadził z planem powinien mu się jeszcze długo odbijać czkawką 😉

          • blitzkrieg napisał(a):

            czasami życie wymusza zmianę sposobu działania, jak się Bartl dogada z oburzonymi, to różnie może być

          • Anonim napisał(a):

            Jeżeli oburzeni mają jeszcze trochę rozumu, może nie dadzą się nabrać 😉

          • bolo napisał(a):

            .. i to niekoniecznie leżąc na łóżku w domu 😉

  5. Anonim napisał(a):

    Tak ten sam który pięć lat temu chciał ich połowę wyrzucić na bruk bez żadnego zabezpieczenia

    • anita napisał(a):

      mylisz się , nie Bartl przyprowadził księgowe na komisje. One wogóle nie wiedziały ,że przyjdzie. Muszę jednak przyznać, że Burmistrza i P.skarbnik” ścieło z nóg”.

      • Nowe otwarcie napisał(a):

        Podobno program byłego burmistrza jest taki żeby jego małżonka została prezesem wodociagow.

  6. Jaber napisał(a):

    A to, chyba, nie jedyny problem z organizacją tutejszej edukacji. Słyszałem, że kompletnie kuleje też rozplanowanie klas w SP na następny rok pomiędzy budynkami (Szkolna i bud. gimnazjum), gdyż na Krakowskiej ma umościć się urząd!?

  7. płotka napisał(a):

    …z nóg to zetnie niedługo kogoś zupełnie innego… dobrego samopoczucia życzę!

    • Anonim napisał(a):

      to jeszcze pochwal się kogo, a nie snuj tutaj ulubionej na tej stronie gry „wiem, ale nie powiem, patrzcie jaką wiedzę tajemną posiadam i z nikim się nią nie podzielę”.

      • lol napisał(a):

        Problemem są umiejętności tych pań. Gdyby rzeczywiście były księgowymi bez trudu znalazłyby pracę, bo na te na rynku pracy jest zapotrzebowanie. Niestety żadne z nich księgowe dlatego tak kurczowo trzymają się tych swoich posadek. Nie rozumiem jak szkoły w Czernej, Paczółtowicach, Nowej Górze czy Filipowicach mogą zatrudniać księgowe. Parę dzieci na krzyż i paru nauczycieli. Tylko patrzeć jak gmina podniesie nam podatki, aby utrzymać te pseudo księgowe z ich wysługami lat i premiami (za co?). Uważam, że należy obciąć lub odebrać dodatki dyrektorom szkół i w ten sposób utrzymywać te ich przyjaciółki księgowe. Podobnie zrobić z radnymi, którzy głosowali przeciwko proponowanym zmianom.

        • Jaber napisał(a):

          To bardzo ciekawa uwaga, czyli poziom zarządzania szkołą w wykonaniu dyrekcji np. SP im. H. Sienkiewicza. Burmistrz jeszcze nie zauważył, z jakim poziomem ‚profesjonalizmu’ ma do czynienia? Czy może woli zamknąć oczęta i poudawać. To proponuję mniej bolesne doświadczenie per analogiam – wystarczy przejść się na stronę www SP w Krzeszowicach. To jest ilustracja stanu, w jakim znajduje się rzeczona szkoła.

          • Anonim napisał(a):

            Oj tam, strony się będziesz czepiał. Jest mnóstwo instytucji w tym mieście, których strona wygląda tragicznie, a mimo to dobrze funkcjonują.
            Na co SP strona internetowa ? Żeby dzieci „lajkowały” ? Czy może żeby rodzice wchodząc na nią zawyżali statystyki w gugyl analytiks ? 🙂
            Daleko patrzeć – popatrz na szkoły ale językowe i ich strony – niektóre z nich w stanie tragicznym a szkoły działają i mają się całkiem dobrze.

          • Jaber napisał(a):

            Szkoła nie ma się dobrze – per analogiam. W tym rzecz. Działalność prywatnych szkół, to sprawa ich właścicieli.

          • Anonim napisał(a):

            Nie wiem co mi tu o analach jakiś mówisz, ale skoro szkoły prywatne to sprawa ich właścicieli, to szkoły państwowe także. Tyle że ich właścicielami nie jesteśmy my, a burmistrz / starosta / prezydent miasta itp.
            Podałem tylko przykład, że nie można opierać oceny działalności danego „przedsiębiorstwa”, instytucji czy tym podobnych na wizerunku strony internetowej.
            Strona Uniwersytetu Pedagogicznego wygląda dobrze, ale na samym uniwersytecie dzieją się nieciekawe rzeczy kadrowo – organizacyjne. Podobnie na kilku innych krakowskich uczelniach.

          • Jaber napisał(a):

            Widać, niezbyt wiesz, co się obecnie w organizacji szkoły dzieje, skoro Twoją uwagę przykuła analogia do zwalonej (za publiczne pieniądze) strony www szkoły publicznej. Nie musisz – nie każdy musi. 🙂
            Zakarbuj sobie – to nie szkoła burmistrza, a mieszkańców!

          • Anonim napisał(a):

            tak tak, mieszkańców 😉
            Tak jak burmistrz robi to co chcą mieszkańcy bo rzekomo jest „ich”, tak jak szkoła idzie z programem wybranym przez społeczeństwo, bo przecież rząd wybrany przez nich.
            Oczywiście 🙂
            Tej wersji się trzymaj 🙂

            Moją uwagę przykuwa to co napisałeś – a napisałeś o stronie. Napisz co się dzieje, nie każdy musi się orientować. Ale – na prawdę – bardzo chętnie dowiedziałbym się co się w tej szkole dzieje.
            Napisz mi proszę. Serio. Bez żadnych podtekstów. Będę wdzięczny.

          • do Jabera napisał(a):

            @Jaber,
            ocenianie instytucji po stronie internetowej może być złudne. Popatrz na stronę gminy i porównaj sobie to do sposobu pracy urzędu. Jeśli masz ochotę, to podziel się swoimi spostrzeżeniami.

          • Jaber napisał(a):

            Słówko ‚analogia’ sprawia jednak problemy 🙂

          • Anonim napisał(a):

            Niektórym sprawia, Jaber. Nie wszyscy są elokwentni, wyedukowani, oczytani.
            Ja jestem oderwany od pługa, prosty chłop ze wsi i jak do mnie mówisz per analogiam to się człowiek zaczyna zastanawiać, czy to dotyczy szkoły, strony czy może propozycji spotkania ?
            Jak by na to nie patrzeć strona zielona jest, zdjęcia ma, nawigacja działa.
            Ale jak zaczynasz biadolić, że szkoła własnością „naszą” jest, to ja Ci mówię, że skoro naszą, to mnie się podoba co tam się dzieje i zakończ już swoje wylewne komentarze.
            Nie dość, że lud wiejski Cię nie rozumie, to jeszcze dyrektor razem z burmistrzem się zaraz zaśmieją, żeś przywłaszczył sobie kawałek szkoły.

          • Jaber napisał(a):

            Ja także – i pług, i łopata, kilof. Ale pracuję nad sobą, a przede wszystkim staram się poprawnie zrozumieć, co napisane. To nie jest trudne – tylko chęci potrzebne.
            Krzepi mnie śmiech burmistrza i dyrektorki szkoły. Lubię wesołych ludzi. Pośmiejemy się razem 🙂

  8. TERESA napisał(a):

    Szanowni Państwo,
    Widzę że emocji nie ma końca najgorsze jest to,iż idziemy tropem emocji jeden drugiemu liczy pieniądze wylicza ileż to czasu pracuje generalnie ile zarabia itd. kłócimy się o detale gubiąc sedno sprawy. Chodzi o to, że skutki CUW nie są do końca zbadane gdyż jest to w samorządzie rzecz nowa (Nowela ustawy z grudnia 2015) co prawda obsługi szkół są scentralizowane w tzw. np. ZEO (Kraków proszę zobaczyć strukturę oraz historię naborów na stanowiska)Myślę też że kolejny raz chciało się przemycić jakiś bubel i jakoś to będzie,,,,
    Do „lol” szanowny XX (nie znam płci)skąd stwierdzenie pseudo księgowe skąd znasz ich kwalifikacje? Ktoś te Panie zatrudnił sprawdził ich kompetencje(są one określone ustawą) myślę że jesteś dyletantem w tej dziedzinie i
    zazdrość Cię zjada.

    • lol napisał(a):

      Tereso
      Nie muszę posiadać żadnej wiedzy na temat kwalifikacji tych pań. Porządne księgowe w firmach zarabiają i ciągle jest na nie „popyt”. Dlaczego w takim razie te wykwalifikowane osoby marnują się często na części etatu lub na „składanym” etacie pracując w kilku placówkach. Odpowiedź nasuwa się sama. To żadne księgowe.

    • ola napisał(a):

      Kwalifikacje to nie tylko wykształcenie, ale przede wszystkim umiejętności. Jeżeli te osoby siedzą w sekretariatach szkół od lat to ich umiejętności w tej chwili są żadne. W dodatku boją się je poszerzać. Mniej czasu na ploty większa kontrola i brak przyjaciółki dyrektorki. Dlatego tak „płaczą”. Pewnie musiałyby w czasie np. urlopów zastępować koleżanki z urzędu. Ich „wielkie umiejętności” byłyby efektywnie wykorzystane. Swoją drogą takie osoby od czasu do czasu powinny popracować w jakiejś korporacji wtedy wiedziałyby jak wygląda praca. W szkołach za obijanie się i plotkowanie dostają całkiem przyzwoite pieniądze.

      • kasik napisał(a):

        Zastanawia mnie ta zjadliwość i przekonanie o niższości i niewydolności księgowych szkolnych….myślę, że osoby które z takim przekonaniem opluwają innych pracowników sugerując ich niekompetencje (dyrektorów szkół również, no bo tylko niekompetentny i głupi dyrektor zatrudnia takąż księgową), nie mają zielonego pojęcia o pracy w instytucji edukacyjnej i kreują swoje wizje na podstawie własnych, osobistych doświadczeń pracowniczych. Ciekawe, czy to naprawdę pomaga na podniesienie swojej wartości??

        • ola napisał(a):

          To nie zjadliwość, to fakty. Można poobserwować pracę szkoły jak się ma w niej dzieci. Widać „zapracowane” panie sprzątające, obsługę sekretariatu. Potem jeszcze na wsiach od tychże pań można w sklepach posłuchać niewybrednych plot na temat dzieci i ich rodziców. Może należałoby załatwiać sprawy twarzą w twarz, a nie opowiadając bzdury za plecami.

          • znudzony napisał(a):

            Jak widać na zdjęciu te panie to takie sobie ciuciurupki. Poza oczywiście soczystą jak wisienka panią dyrektor z przedszkola w Tenczynku. Ta z kolei ma wielkie parcie na szkło. Czasem boję się, że po otwarciu szafy wyskoczy owa przedszkolanka. Odpuść kobieto bo się opatrzyłaś i przestajesz zaciekawiać.

  9. @Jaber napisał(a):

    możesz precyzyjniej? O co chodzi z tą szkołą? Tylko nie pisz, że wszyscy wiedzą. 😉 Be so kind i wyjaśnij. Dziękuję. 🙂

    • Jaber napisał(a):

      Powiem ogólnie: rzecz dotyczy fizycznego i psychicznego bezpieczeństwa młodszych uczniów szkoły oraz przejrzystości standardów stosowanych przez władze edukacyjne – w związku z planami organizacji roku szkolnego 2016/2017 w SP w Krzeszowicach. Na szczegóły przyjdzie czas, a to jest tylko sygnalna wrzutka – taką ma na razie pozostać.

      • haha napisał(a):

        Jak my wszyscy uwielbiamy te „mroczne” tajemnice, o których wie tylko jeden, ale nie powie, bo najpierw trzeba lud potrzymać w niepewności a do tego jeszcze chełpić się że „wiem, ale nie powiem”.

      • o ho ho napisał(a):

        poważna sprawa. 😀 Organizacja pracy szkoły jest kompetencją dyrektora i nie wyobrażam sobie, żeby ktoś poza nim decydował o tych sprawach. Ale jak widać Krzeszowice są jak zwykle wyjątkiem. Między innymi jak widać za przyczyną jabero-podobnych. 😀

      • Jaber napisał(a):

        Kontynuując wątek szkolny w skrócie.
        Sprawa jest z kategorii tych: na co państwo może sobie pozwolić wobec obywatela, lecz w skali mikro. Czyli, na co gmina może sobie pozwolić wobec mieszkańca. W skali mikro, lecz o znacznie ostrzejszym zabarwieniu, jako że gmina to samorządna wspólnota mieszkańców, a ‚urządzenia’, którymi zawiaduje, działają w dziedzinie zaspokajania ich potrzeb, często uznawanych za podstawowe.
        Można posłużyć się, dla unaocznienia rodzaju problemu, rozwiązaniami ze znanego nam skądinąd projektu MPZP. Wyobraźmy sobie konieczność poprowadzenia drogi publicznej po części posesji prywatnych. Drogi potrzebnej. Mieszkańcy zgadzają się, odstępują pas na drogę. Jednak za jakiś czas informuje się tych samych właścicieli, że zostanie poprowadzona następna droga, przelotowa, po drugiej stronie ich posesji i muszą odstąpić teren także z drugiej strony. Mieszkańcy na takie dictum się nie zgadzają, pokazując możliwości poprowadzenia drogi 200 m dalej, przez nieużytki. A na pytania o przyczyny takiego planowania, słyszą: bo tak, lub: taka jest decyzja. Nie ma w postawie tzw. władz ani racjonalności, ani przejrzystości. Można podejrzewać, że

        albo urzędnicy ułatwiają sobie pracę,
        albo podlegają sobie wiadomym naciskom,
        albo też wykazują się pospolitą nieumiejętnością planowania!

        Dyrekcja SP oczywiście posiada wiele jeneralnych plenipotencji, m.in. do organizowania pracy szkoły. Jednak, z racji dysponowania w pewnym zakresie czasem uczniów, wpływa jednocześnie na rozkład czasu ich rodziców. Tutaj wymagana jest spora doza rozsądku i umiejętność podejmowania jasnych, czytelnych decyzji, które nie będą obciążały niedoskonałościami organizacji krzeszowickiej edukacji tylko jedną grupę uczniów!

        Wygląda zaś na to, że zostały wytypowane dzieci gorszego Boga – cztery obecne klasy drugie (d, e, f, g) uczęszczały w kończącym się roku na drugą zmianę i na Krakowską. Dzieci swoje się już nakursowały pomiędzy Krakowską a Szkolną. Jak twierdzą rodzice, ten rok rodziny miały rozjechany (uwzględniając czas na naukę, zajęcia dodatkowe, itp.). W ‚nagrodę’ Dyrekcja zaproponowała im w kolejnym roku ponownie … drugą zmianę i/lub tułaczkę po Krzeszowicach (Krakowska lub budynek Gimnazjum). Nie proponuje im się w trzeciej, komunijnej klasie, godnych warunków nauki, np. w budynku na Szkolnej, lecz ponownie upycha się dziury w czasie i przestrzeni. Rodzice tym razem powiedzieli ‚nie’.

        Scenariusze zmieniały się wielokrotnie – co do czasu nauki, miejsca nauki, klas, które np. w budynku gimnazjum będą odbywały lekcje w roku następnym, jak również co do sposobu, w jaki nauka tam będzie zorganizowana.
        Pierwotnie miały tam trafić dzieci starsze, z klas IV-VI, jednak obecna wersja zakłada przeniesienie tam dzieci młodszych, z klasy III! Dlaczego? Bo tak – ktoś gniota wymyślił, ktoś inny skwapliwie przyjął.
        Rozmowom z Dyrekcją i Burmistrzem towarzyszy przy tym, wg. rodziców, chaos informacyjny, a należy dodać, że nierozsądne, stronnicze działania władz szkoły stawiają w dość niezręcznej sytuacji burmistrza, a przy tym eskalują konflikt.

        Myśląc o całej sprawie, należy cały czas pamiętać, iż opcje popołudniowe lub gimnazjum rozważa się jedynie w stosunku do arbitralnie ustalonych kilku klas, które już cały rok spędziły na zmianie popołudniowej i w budynku innym, niż główna siedziba szkoły.

        No cóż, skoro część społeczności szkolnej musi doznać pewnych niedogodności spowodowanych np. nawarstwieniem się różnorakich wpływów zewnętrznych, od szkoły mało zależnych, to czyż przynajmniej nie należy się starać by doświadczanie tych niedogodności rozkładać w miarę równo i sprawiedliwie? A jest to możliwe.
        I owej kompetencji podejmowania decyzji czytelnych i sprawiedliwych nie dyskwalifikuje, bynajmniej, umiejętność wycofania się z decyzji nietrafionych i krzywdzących. Wręcz przeciwnie – tę kompetencję wzmacniają.

        Nie trzeba być w sprawę zaangażowanym, np. jako rodzic, aby przyznać, iż rodzin arbitralnie i prawem kaduka wybranych na jedyne ofiary tego ‚systemu’ tak traktować się nie godzi.

        A nie ma dobrego wytłumaczenia precedensu i odpowiedzi na fundamentalne pytanie rodziców: dlaczego właśnie naszym dzieciom proponuje się corocznie tułaczkę pomiędzy adresami szkolnymi, obniżony standard prowadzenia nauki i/lub rozbicie rozkładu ich dnia!?

Pozostaw komentarz