Burmistrz proponuje zmiany w gminnej oświacie. Wiemy na czym mają polegać

Do komisji edukacji trafił projekt reorganizacji szkół na terenie Gminy Krzeszowice. Zakłada on połączenie krzeszowickiego przedszkola, szkoły podstawowej i gimnazjum w zespół szkolno przedszkolny oraz likwidację klas IV – VI w Paczółtowicach i Czernej.

Obecny na środowym posiedzeniu komisji edukacji burmistrz powtarzał, że przedstawiony projekt to na razie tylko propozycja, którą chce poddać pod dyskusję. Ostateczna decyzja o wprowadzeniu zmian będzie należała do radnych. Projekt reorganizacji dotyczy szkół w Krzeszowicach, Czernej i Paczółtowicach.

reorganizacja_szkoly_krzeszowicefot. zdjeciakrzeszowice.pl

Wespół w zespół

W epicentrum zmian znalazłyby się dwie najmniejsze szkoły w gminie. Z Czernej i Paczółtowic zniknęłaby klasy czwarta, piąta i szósta. Dzieci z tych oddziałów miałyby trafić do krzeszowickiej podstawówki. W placówkach pozostałyby klasy I-III i dodatkowo oddziały przedszkolne. Zmianie uległaby także struktura organizacyjna. W założeniach projektu paczółtowicka podstawówka staje się filią szkoły w Czernej. Jeśli na taką formę reorganizacji nie będzie zgody, burmistrz ma też pomysł alternatywny – przekazanie obu szkół stowarzyszeniom lub osobie fizycznej.

Zupełnie inaczej zmiany przedstawiają się w mieście. Tu burmistrz proponuje utworzenie zespołu szkolno przedszkolnego, w którego skład weszłaby podstawówka, gimnazjum i przedszkole. Szkoły zachowałyby odrębność w zakresie nauczania, rad pedagogicznych czy rad rodziców, zmieniłby się sposób organizacji. Po przetasowaniach do budynku gimnazjum trafiliby też uczniowie klas IV-VI, przy Krakowskiej nadal pozostałaby podstawówka z klasami I-III, a przy Szkolnej w ławkach zasiedliby uczniowie podstawówki (I-III), przedszkolaki (6 oddziałów sześciolatków) oraz, w zależności od potrzeb, czwartoklasiści.

„Dobra zmiana” wyjdzie nam bokiem?

Po co ta reorganizacja? To pytanie będzie zapewne jednym z najczęściej zadawanych w najbliższych tygodniach. Odpowiedzi, przynajmniej częściowo, należałoby szukać w ustawach przyjętych niedawno przez sejm. Konsekwencją powrotu sześciolatków do przedszkola, jest brak miejsc dla trzylatków, którym gmina ma obowiązek zapewnić miejsce w placówce. W powietrzu wciąż wisi wyborcza obietnica PiS dotycząca likwidacji gimnazjów i wejście w życie we wrześniu 2019 roku znowelizowanej ustawy o oświacie, która nakłada na gminy obowiązek przekształcenia oddziałów przedszkolnych w przedszkola, z jednoczesnym utworzeniem zespołów szkolno-przedszkolnych.

Dokooptowanie do zespołu szkół gimnazjum, ma uwolnić podstawówkę od problemu braku miejsca. Jeśli sejm zdecyduje natomiast o powrocie do szkoły ośmioklasowej, gimnazjalnym nauczycielom zespołu szkół, którzy będą kontynuować pracę w placówce, gmina nie będzie musiała wypłacać odpraw. Połączenie ma zniwelować system zmianowy i umożliwić korzystanie ze stołówki szkolnej wszystkim uczniom zespołu.

Zupełnie inne cele przyświecają zmianom w szkołach w Czernej i Paczółtowicach. Tu, jak twierdzą władze, chodzi o „zachowanie funkcjonalności szkół (bez likwidacji)”. Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to na pewno chodzi o pieniądze. Średni koszt utrzymania statystycznego ucznia w gminie wynosi około 700 złotych miesięcznie, w Paczółtowicach ta kwota wzrasta do 1 217 złotych, a w Czernej wynosi 1 301 zł. Skąd ta dysproporcja? Przez małą liczbę oddziałów i uczniów w klasach. Demografia nie pozostawia złudzeń, według gminnych danych liczba urodzeń nie daje gwarancji na stworzenie dziesięcioosobowych klas zarówno w szkole w Paczółtowicach jak i Czernej.

Na utrzymanie wszystkich szkół w gminie subwencja oświatowa z budżetu państwa nie wystarcza. Co roku z gminnej kasy płynie dodatkowych 5 milionów złotych, czyli mniej więcej tyle, ile w 2016 przeznaczymy na inwestycje. Zawirowania z sześciolatkami odbiją się nie tylko na ilości miejsc w przedszkolach. Marek Olszewski, przewodniczący Związku Gmin Wiejskich w wywiadzie dla portalu strefaAGRO.pl podkreśla, że powrót sześciolatków do przedszkoli wiąże się z mniejszą subwencję oświatową dla samorządów. Chodzi o około 1,6 miliarda złotych. Jeśli gmina nie poszuka oszczędności, w kolejnych latach do oświaty może dopłacać jeszcze więcej.

Pieniądze to nie wszystko, czyli Elbanowscy mogliby się od nich uczyć

Podczas posiedzenia komisji dużo uwagi poświęcono tabelom, liczbom i pieniądzom. Mniej beneficjentom zmian, czyli uczniom i ich rodzicom. Dla nich, w opinii władz gminy, reorganizacja nie będzie wiązała się z rewolucją. Czy aby na pewno? Niewielkie klasy to bardziej indywidualne podejście do ucznia i większa szansa na wyprowadzenie dziecka z dysfunkcjami na prostą.

Spore doświadczenie w tej materii ma szkoła w Paczółtowicach. To najczęściej do niej trafiają dzieci, które nie potrafią odnaleźć się w Krzeszowicach. Po likwidacji klas IV-VI wrócą z powrotem do podstawówki w mieście, a praca nauczycieli pójdzie na marne – przekonywała dyrektorka szkoły. Elbanowsy mogliby się przyglądać jak pracujecie z sześciolatkami – te słowa miała usłyszeć dyrekcja z kuratorium oświaty. W Paczółtowicach dzieci na wuefie grą w golfa pod okiem trenera, po przeprowadzce raczej nie będą miały już takiej możliwości. Bardzo dobre opinie o szkole przyniosły wyniki ubiegłorocznej kuratoryjnej ewaluacji. Mimo, że szkoła wciąż wprowadza innowacje w nauczaniu, jeśli projekt reorganizacji wejdzie w życie, stanie się filią szkoły w Czernej lub przejmie ją stowarzyszenie.

Przed podobnym wyzwaniem stoi placówka w sąsiedniej miejscowości. Podczas środowej komisji, dyrektorka szkoły z Czernej nie ukrywała zdziwienia propozycją zmian. Zwłaszcza, że w  tej miejscowości problem niskiej liczby urodzeń jest mniejszy niż w Paczółtowicach. Jeśli projekt reorganizacji dojdzie do skutku obie panie będą musiały tłumaczyć rodzicom dlaczego pomimo zapisu do szkoły sześcioklasowej, po trzech latach ich uczniowie zaczną dojeżdżać do Krzeszowic.

Konsekwencje ewentualnej reorganizacji. Będzie bolało

Połączenie trzech krzeszowickich szkół to cięcia etatów. Zespół ma mieć jednego dyrektora i trzech zastępców, projekt zakłada też zmniejszenie liczby pracowników administracji. Możliwe stanie się przemieszczanie uczniów i nauczycieli pomiędzy budynkami. Jeśli dojdzie do likwidacji gimnazjów, prace stracą też nauczyciele.

Projekt reorganizacji oświaty to prawdziwe tsunami dla szkół w Paczółtowicach i Czernej. Zwolnienia obejmą administrację, prace straci też jeden z dyrektorów, oraz nauczyciele klas IV-VI. Części z nich burmistrz obiecuje pomoc w znalezieniu etatu w innych placówkach gminy. Szanse na zatrudnienie, jak wynika z rozmów na środowej komisji, są jednak marne. Nauczyciele z Krzeszowic wskazują, że w przeciągu kilku lat tylko trzech z nich odeszło na emeryturę. Zwolnienia to nie jedyny problem jaki pojawi się przy okazji potencjalnej reorganizacji.

Obecni na komisji sołtysi Paczółtowic i Czernej są przekonani, że zmiany to prosta droga do likwidacji szkół. W trakcie środowej rozmowy przypominali burmistrzowi przedwyborcze oświadczenie, w którym zapewniał, że po wygranych wyborach wszystkie placówki nadal będą funkcjonować. O tym, że po likwidacji trudno jest szkołę reaktywować przekonywał Andrzej Furmanik. Jako przykład podał nieistniejącą od kilkunastu lat placówkę w Siedlcu. Teraz mimo, większej liczby urodzeń, na przywrócenie szkoły nie ma szans, jej budynek już został zagospodarowany, mieści się w nim biblioteka i sołtysówka.

Obawy rodzi pomysł przekazania prowadzenia szkół stowarzyszeniom lub osobie fizycznej. Gmina ma na tym polu nie najlepsze doświadczenia. W zeszłym roku z prowadzenia prywatnej placówki w Rudnie zrezygnował jej dyrektor, przejęło ją stowarzyszenie Rozwoju Wsi Rudno, które w ekspresowym tempie musiało zmienić swój statut i załatwić wszystkie formalności. Dziś w rozmowie z dziennikarką Dziennika Polskiego, prezes stowarzyszenia przyznaje, że w szkole za darmo pracuje nauczyciel muzyki i pani sprzątająca, był też problem ze znalezieniem nowego dyrektora, bo osoba, która pracowała ze stowarzyszeniem nad powstaniem szkoły, zrezygnowała już pierwszego dnia po jej reaktywacji.

„Nie siejcie defetyzmu”, „nie straszcie krwiożerczym burmistrzem”

Mocno niefortunny – jak podkreślają dyrektorzy szkół z Czernej i Paczółtowic – jest termin rozpoczęcia dyskusji nad zmianami w gminnej oświacie. W tej chwili rodzice zastanawiają się nad wyborem szkoły dla dziecka, jeśli pojawiają się wątpliwości co do jej istnienia w obecnym kształcie, mogą od razu posłać pociechę do Krzeszowic czy Racławic – wskazywano podczas środowej komisji.

Choć burmistrz na początku spotkania twierdził, że decyzję o dalszych losach szkół radni powinni podjąć do końca roku, później pojawiały się sugestie, że ostateczną decyzje należałoby podjąć już w maju. To zbyt mało czasu, przekonywali dyrektorzy i radna Michalina Nowakowska-Malczyk. To ona zaproponowała by burmistrz zorganizował otwartą debatę na temat gminnej oświaty, a działające przy szkołach stowarzyszenia miały okazje porozmawiać ze swoimi odpowiednikami, które z sukcesem prowadzą szkoły.

Uprzedzając komentarze, które mogą pojawić się po środowym spotkaniu, Wacław Gregorczyk apelował: „Nie siejcie defetyzmu, nie straszcie krwiożerczym burmistrzem” i przekonywał, że zmiany nie mają na celu likwidacji placówek.

Czy dojdzie do zmian w gminnej oświacie? Jeśli tak, jaki model funkcjonowania szkół wybiorą radni i dyrektorzy? Na razie nie wiadomo. Jedno jest pewne, w najbliższych miesiącach nasi samorządowcy będą musieli pochylić się nad propozycjami burmistrza. W tym roku pojawiają się dane statystyczne, których nie można schować do szuflady – stwierdził podczas środowego spotkania przewodniczący komisji Robert Chochół.

Czytaj również:

164 komentarze

  1. Jaber napisał(a):

    Człowiek, który nie mając pomysłu na zarządzanie gminną oświatą, proponuje rozwiązanie prowadzące docelowo do likwidacji dwóch szkół, powinien zajrzeć do słownika, zanim użyje słowa, którego znaczenia nie ogarnia (defetyzm). Mam nadzieję, że kadencja tego Pana zostanie wygaszona, zanim narobi szkód w gminie. Jego kolejne działania i decyzje wróżą jak najgorzej.

    • Anonim napisał(a):

      Jaber, w tych klasach liczba dzieci wg. danych demograficznych, będzie wynosiła 5-8. By stworzyć klasę potrzebnych jest 10 dzieci. Jeśli burmistrz nie podejmie żadnych działań wkrótce będziemy płacić za indywidualne nauczanie. To prosta kalkulacja, jeśli chcesz żeby mikroszkoła funkcjonowała nadal to sam sobie ją prowadź i na nią łóż.

      • Jaber napisał(a):

        To prostacki argument tych, którym brakuje konceptu zarządczego, aby problem rozwiązać inaczej, niż przez likwidację.
        O jakiej kalkulacji piszesz w tym pustosłowiu, bo najprostszej nie widzę, oprócz wyślizganej ilości uczniów w klasie (i to nie wiadomo, w jakim okresie). To ja Tobie przedstawię najprostsze: prognoza ludności na lata 2014-2050 nie przewiduje spadku ludności na terenach wiejskich do roku 2045 ( 15289,5 do 15295,2). Na terenach miejskich zaś, spadek wystąpi (23129,5 do 19522,2), przy czym w woj. małopolskim prognozowany jest dodatni przyrost naturalny do 2030 r. Wszystko to przy założeniu niepowodzenia polityki propopulacyjnej, bo gdyby polityka ta okazała się skuteczniejsza, to…
        Nie ma do tej pory danych, które uzasadniałyby pójście na łatwiznę likwidacyjną (gdyż ta propozycja nią jest, w gruncie rzeczy).

        Jest natomiast tak, iż usuwanie szkół z obszarów wiejskich to pozbawianie ich miejsc, z których, przy odrobinie wiedzy, sprawności organizacyjnej i inwencji, można by uczynić centra edukacyjne, spędzania czasu wolnego dzieci i młodzieży i propagowania ogólnie rozumianej kultury. To ich wyjaławianie intelektualne, wynikające z ubogiej, nijakiej polityki kulturalnej i edukacyjnej prowadzonej w skali gminy (poza obszarem miejskim).

        A co zrobić, aby tak się nie działo? Niech egzekutywa gminna douczy się, doczyta, pozbiera doświadczenia innych lub zatrudni kogoś w tej dziedzinie kompetentnego. W oświatę i kulturę się inwestuje, nie zaś traktuje biznesowo. Problem jest szeroki i wymagający dyskusji oraz rozsądku. Wymaga także posiadania wizji.

        • Anonim napisał(a):

          niestety Jaber, może i w przypadku planów miałeś coś mądrego do powiedzenia, ale specjalistą od oświaty to Ty nie jesteś.
          Piszesz o posługiwaniu się przeze mnie prostackimi argumentami sam podając ogólne dane i tendencje, które z rzeczywistością Paczółtowic i Czernej nie mają nic wspólnego.
          Weźmy pod uwagę roczniki 2010-2015
          Paczółtowice: 2010 – 5 dzieci, 2011 – 7, 2012 -6, 2013- 7, 2014 – 5, 2015 – 5

          Czerna – tu jest trochę lepiej: 2010 – 9, 2011 – 12, 2012 – 11, 2013 – 9, 2014 – 8, 2015 – 10

          By istniała klasa, bierze się pod uwagę liczbę dzieci urodzoną w danym obwodzie, czyli miejscowości (to ustalenie ministerialne), władze gminy ustalają natomiast jaka jest wymagana minimalna liczba dzieci by istniała klasa. Czesław Bartl podniósł ją z 7 do 10.
          Patrząc na te dane, obie szkoły co roku będą zastanawiały się, czy klasa będzie istniała, bo ktoś przepisze dziecko z innej miejscowości czy też do innej miejscowości je zabierze.
          Patrząc na liczbę urodzeń, chyba widzisz, że nie ma tendencji wzrostowej. Subwencja oświatowa pokrywałaby koszt utrzymania oświaty w gminie gdyby liczba dzieci w klasach wynosiła 17. Jaki z tego wniosek? Zła gmina, która nie ma pomysłu na oświatę dokłada do większości szkół.
          Błędem obecnego burmistrza jest rozpoczynanie dyskusji o zmianach w szkolnictwie bez podawania konkretnych, dobrych przykładów z miejscowości, gdzie szkoły prowadzone przez stowarzyszenia radzą sobie całkiem nieźle i ba… przejmują kolejne placówki.
          Centrami kultury nie muszą być szkoły, mogą być dobrze zorganizowane domu kultury, które nie będą ograniczać się z ofertą do dzieci ich rodziców.

          • Jaber napisał(a):

            Oczywiście, że podaję dane ogólne. Przynajmniej jakieś podaję, nie używając ogólnika: dane demograficzne. Są to dane prawdziwe, a ja piszę o tendencji.
            Pozostały zdania, które napisałeś, są w zasadzie zbędne, gdyż oczywiste. Chodzi właśnie o pomysł na oświatę, o wizję. O sprawienie, by do gminnych szkół dzieci przyjeżdżały ze wszystkich stron (jak do Radwanowic), obojętne w jakiej by nie były prowadzone konwencji prawnej. Chodzi o pomysł na oświatę, który przezwycięży przeliczniki ministerialne, aby już takim wytrychem do zamykania szkół przez bezsilnych nie były.

            Skoro mowa o szkołach, to one właśnie mogą być lokalnymi centrami kultury, gdyż już stoją i działają. Są gminy w Polsce które lokują w wiejskich szkołach filie Bibliotek, domów kultury, prowadzą zajęcia pozalekcyjne i feryjne, itd. Trzeba gospodarować, nie zaś likwidować. W tym rzecz.

          • płatnik podatku napisał(a):

            Popieram Anonima. Bardzo mądra argumentacja. Tak się nie da. Kto głośno krzyczy niech bierze szkoły i spróbuje je poprowadzić. Dlaczego za pieniądze podatników mamy fundować nauczycielom indywidualne nauczanie w klasach liczących około 10 osób. Co na to nauczyciele z miejskich szkół gdzie klasy liczą czasem około 30 uczniów, a oni otrzymują za nauczanie w nich takie same pieniądze, a właściwie mniejsze, bo nie maja dodatków wiejskich. Ta sytuacja od dawna jest po prostu niemoralna.

          • Jaber napisał(a):

            Zanim ktoś je (czyt. szkoły) przejmie, to należy się zastanowić, od czego jest egzekutywa gminna. Proponowana ‚reorganizacja’, to perfidnie pomyślana, stopniowa likwidacja tych dwóch szkół wiejskich. Może Jaś Fasola da się nabrać na takie triki.
            Pozostaje także pytanie, czy mieszkańcy wprost, z pominięciem Rady i Burmistrza, mają także sporządzić plany MPZP, zająć się budżetem gminy oraz przejąć inne obowiązki. Ponownie zatem pytanie, na cóż oni potrzebni, z poziomem sprawności, który prezentują.
            Czy należy także przejmować obowiązki partaczącego samochody mechanika, zezowatego krawca, niefachowego geodety, nieuczciwego prawnika… (?)
            Działanie ze szkołami jako żywo przypomina to z MPZP – na skróty, po cudzym (czyt. dzieciach), na łatwiznę, z ignorancją, bez pomysłu i szerszego, strategicznego spojrzenia na problem.

        • Anonim napisał(a):

          Panie Jaber przeglądam różne wątki na one i mam wrażenie że jest Pan ekspertem w każdej dziedzinie proponuje wystartować w następnych wyborach i zostać burmistrzem. Zniknął wszystkie problemy i one nie będzie potrzebne bo nie będzie o czym pisać. Szkoda żeby taki intelekt się marnował tyko na komentarzach.
          Trochę pokory.

    • saba napisał(a):

      „Defetyzm (z francuskiego défaitisme), brak wiary w zwycięstwo, zwątpienie, przewidywanie porażki. Postawa społeczna odzwierciedlająca takie poglądy i przyczyniająca się do dezorganizacji własnej grupy społecznej, w szczególności narodu. Po raz pierwszy termin defetyzm pojawił się we Francji w okresie I wojny światowej około 1916 i określano tym mianem poglądy zakładające klęskę Francji w tej wojnie. Osoby głoszące takie poglądy (zwłaszcza w parlamencie) nazwano defetystami. Termin ten posiada negatywne zabarwienie emocjonalne”

    • Rozgoryczona napisał(a):

      Proponuję wszystkim mieszkańcom przyglądnąć się działaniom burmistrza. Jakie kroki ostatnio poczynił,kogo zatrudnił, kogo zwolnił, a co jeszcze zamierza zrobić. Jego poczynania nie idą w dobrą stronę.Dziadostwo jest nie tylko w zakresie edukacji, dewastowane jest wszystko co zostalo do tej pory wypracowane. Mam wrażenie ze zaczynamy się cofać. Panie Burmistrzu apeluje do pana rozsądku proszę nie słuchać swoich doradców, najwyższa pora ich zamienić na kogoś kto nie dopusci do ruiny naszej gminy. Doradzają panu bardzo źle. Czy na pewno chce pan być burmistrzem jednej kadencji. Bo na razie na więcej pan nie zasługuje.

  2. szkoda napisał(a):

    że nie podano informacji o tym, w jakich godzinach uczą się dzieci w krzeszowicach w sytuacji, kiedy w gimnazjum stoją puste sale. W podstawówce jest ponad 600 uczniów, w gimnazjum dwa razy mniej. Przez ostatnie kadencje nie zrobiono nic, aby tą absurdalną sytuację zmienić. Może teraz się uda? wyobrażacie sobie swoje dziecko od 7 rano w świetlicy a popołudniu na lekcjach?! 🙁

    • Jaber napisał(a):

      Nie trzeba sobie wyobrażać – już chodzą na popołudnie w krzeszowickiej szkole. Całkowita rozwałka dnia, jego organizacji czasu do pracy, nauki i zabawy.

  3. i jeszcze jedno napisał(a):

    czy ktoś wie, ilu uczniów pójdzie do pierwszych klas od września? to też będzie ważna informacja.

    • Anonim napisał(a):

      a to akurat jest jedna wielka niewiadoma 🙂 rodzice w tym roku mają 2 opcje – zostawić albo posłać, odpowiedź na to pytanie to wróżenie z fusów

  4. Gie napisał(a):

    Hmm, jeśli na wsiach jest za mało dzieci by stworzyć klasy a w Krzeszowicach chodzą na dwie zmiany to może zamiast likwidować szkoły na wsiach i dowozić dzieci do Krzeszowic to może lepiej wozić z miasta na wieś? Może warto by to sprawdzić w ankiecie? Wolisz posyłać dziecko na drugą zmianę do Krzeszowic czy „normalnie” do szkoły na wsi?

    • Anonim napisał(a):

      To byłoby jakieś rozwiązanie, ale przecież nikt nie zmusi rodziców do posłania dzieci akurat do Czernej i Paczółtowic, to ich suwerenny wybór.

      • Ja napisał(a):

        Tak, ale można zmusić rodziców do posłania dzieci z Czernej i Paczółtowic do Krzeszowic. Wyboru brak.

        • dj napisał(a):

          To byłby precedens lekceważenia sołectw, izolowania rozwoju wsi oraz „prześladowania” co najmniej psychicznego mieszkańców (wyborców) własnej gminy – nadaje się to do prokuratury, mediów i szybkiej koniecznie wymiany zarządców gminy. Nie może się rozwijać jedynie miasteczko K. kosztem dwóch wsi.

    • Jaber napisał(a):

      Oczywiście, że samo się takie rozwiązanie nasuwa jako jedna z prób ratowania małych szkół wiejskich. Jak gdzieś napisano, czysto „ekonomiczne” podejście do analiz oświatowych jest pozbawione sensu. A można dodać, iż jest jedynie oznaką bezsilności i pospolitości w spojrzeniu na małe szkoły wiejskie.

      • dj napisał(a):

        I dlatego MEN i Kuratorium powinno się temu przyjrzeć i zakazać kasować małe szkoły (centra też wiedzy, kultury) – to jest przecież inaczej podcinanie gałęzi, na której się siedzi. Owoce takiej polityki lokalnej spowodują napięcia społeczne i skasowanie rozwoju wsi.

  5. Jeden z dziesięciu napisał(a):

    Jak dla mnie „rzucony” teraz temat reorganizacji szkolnictwa w gminie to nic innego, jak zastosowanie pierwszej zasady manipulacji społeczeństwem, czyli rozpraszanie uwagi.
    http://ciekawe.org/2015/07/28/10-zasad-jak-skutecznie-manipulowac-spoleczenstwem/
    Według mnie chodzi o to, żeby pospólstwo przestało się interesować planami zagospodarowania, wizytą CBA w urzędzie, działką w rynku, wysokimi cenami za wodę i ścieki.
    Ktoś się ze mną zgadza?

  6. Tubylec napisał(a):

    1- Czy to co proponuje Burmistrz jest dla dobra dzieci?-Nie!
    2-Co z tymi dziećmi które nie figurują w rejestrze meldunkowym-(rodzice mieszkają w Czernej ale zameldowani tutaj nie są )Brak kontynuacji programu-Tutaj mieszkam tutaj płace podatki.
    3-Dlaczego utrzymujemy sztucznie obwody szkole(Przepis). Dobra szkoła sama pozyska uczniów a bariera są właśnie obwody szkolne i niemożliwość powstania klasy
    4- Dlaczego nie rozmawiamy o całej edukacji szkolnej tylko wystawiamy na strzał dwie miejscowości
    5.Dlaczego chcemy pozbawić dzieci ze wsi wsparcia nauczania dodatkowego? Autobus będzie odjeżdżał o danej godzinie. Co z dzieckiem które potrzebuje więcej wsparcia pedagogicznego?
    6-Nie możemy wierzyć temu co mówi Burmistrz bo tak samo mówił w kampani wyborczej .
    Słowa ,Słowa ,Słowa .

    • dj napisał(a):

      I właśnie dlatego walka Burmistrza z Czerną i Paczółtowicami to osobny temat na forum. Próbował nadrabiać „chodnikiem” i obietnicami bez pokrycia. Szkoda. Może trzeba będzie referendum jakieś społeczne w tej sprawie zrobić, aby odwołał swoje plany. Inaczej sam zostanie odwołany.

  7. tom napisał(a):

    To podobnie jak z 6 latkami jedni likwidują a drudzy przywracają tylko nikogo nie interesuje zdanie tych co bezpośrednio to dotyczy.

  8. iq napisał(a):

    Z Krzeszowic wszyscy młodzi wyjechali zostali sami emeryci może by tak pomyśleć jak ich przyciągnąć to i klasy będą pełne.

  9. Gość napisał(a):

    A tak dla śmiechu
    Oświadczenie

    W związku z rozpowszechnianymi wśród mieszkańców informacjami o rzekomej likwidacji szkół po wygranych przeze mnie wyborach na Burmistrza Gminy Krzeszowice zmuszony jestem kategorycznie oświadczyć, że żadnych tego typu działań nie przewiduję.
    Problemy edukacji są dla mnie bardzo istotne i nie widzę potrzeby likwidacji żadnych placówek oświatowych na terenie Gminy Krzeszowice. Wręcz przeciwnie, dołożę wszelkich starań aby poziom kształcenia w Gminie Krzeszowice na wszystkich szczeblach wzrastał do takiego, który sprawi, że to do naszych szkół będą przyjeżdżać uczniowie z sąsiednich gmin, odwrotnie niż to ma miejsce obecnie. Można to osiągnąć poprzez wzrost nakładów na remonty, rozwój nowoczesnej infrastruktury przy szkołach, uczestnictwo w innowacyjnych programach edukacyjnych realizowanych przez samorząd powiatowy czy też wojewódzki.
    Chciałbym przypomnieć, że w latach 2002 – 2010 pracowałem w Komisjach Edukacji, będąc Przewodniczącym Komisji w latach 2006-2010. Zainicjowałem w tym okresie samodzielnie czy też wspólnie z członkami tych Komisji takie zadania jak: budowa 2 sal gimnastycznych, budowa 2 przedszkoli, kompleksowa termomodernizacja kilkunastu placówek oświatowych. Wprowadziliśmy zwyczaj odbywania posiedzeń wyjazdowych komisji w szkołach. Utworzono bądź zmodernizowano pracownie komputerowe w szkołach. Z myślą o młodzieży szkolnej opracowano projekt budowy basenu z pozwoleniem na budowę. Proponowałem rozbudowę ZPO w Woli Filipowskiej o część przedszkolną. Przypominam również część mojego programu wyborczego dotyczącego edukacji:
    – zwiększenie nakładów na remonty w szkołach;
    – budowa boisk typu _orlik_ przy każdym zespole szkół;
    – rozbudowa ZPO w Woli Filipowskiej i wymiana nawierzchni w hali sportowej przy gimnazjum w Krzeszowicach;
    – poszerzenie oferty zajęć pozalekcyjnych we współpracy z organizacjami pozarządowymi.

    • Gość napisał(a):

      Kto to napisał:)
      Myślę że łatwe pytanie a jak się ma do rzeczywistości?.
      Pozdrawiamy Burmistrza Wacława Gregorczyka -prawdomównego .

      • uczeń napisał(a):

        Uważasz, że zdania nie powinno się zmieniać nawet wtedy gdy sytuacja się zmienia? Rodzi się coraz mniej dzieci w rejonie tych szkół, co więc proponujesz? Może burmistrz powinien podnieść podatki, żeby dołożyć do subwencji, bo koszty przy małej liczbie dzieci rosną. Może nauczycieli zatrudniać na zasadzie wolontariatu? Jest jeszcze inne wyjście: wymienić dyplomowanych na stażystów. Ci ostatni jak to nowe miotły mają więcej pasji, a są zdecydowanie tańsi. Można to zrobić bezboleśnie: przenieść stażystów z dużych szkół do Czernej i Paczółtowic, a stamtąd dyplomowanych doświadczonych na ich miejsce niech popracują naprawdę w licznych klasach.

    • Jaber napisał(a):

      […]dołożę wszelkich starań aby poziom kształcenia w Gminie Krzeszowice na wszystkich szczeblach wzrastał do takiego, który sprawi, że to do naszych szkół będą przyjeżdżać uczniowie z sąsiednich gmin, odwrotnie niż to ma miejsce obecnie.

      To jest zdanie, które obecnemu Burmistrzowi należy nieustająco przypominać.

  10. Pytająca napisał(a):

    A czy to nie jest tak, że szkoła w Czernej podlega pod Stowarzyszenie Sis Czerna? Coś mi się tak o uszy obiło… Z tego co pamiętam, to to Stowarzyszenie powstało właśnie w okresie, w którym gmina wyszła z inicjatywą zamknięcia szkoły. Teraz robią dla niej bardzo dużo dobrego. Co chwilę czytam informacje na tablicach czy posty udostępniane na fb przez znajomych, że część zebranych pieniążków np. z festynu czy sylwestra zostanie przekazane przez Stowarzyszenie na szkołę. Może Stowarzyszenie tylko wspiera Szkołę? Ale jedno wiem na pewno. Zmiana placówki dla dzieci w klasie IV będzie ogromnym stresem. Nawet te dzieci, które w VI klasie idą do gimnazjum nie są do takiej zmiany przystosowane. Pamiętam jak sama musiałam zmienić szkołę w związku właśnie z rozpoczęciem edukacji w gimnazjum. Koszmar.

  11. SiS napisał(a):

    Podlega? Podlega urzędowi nadzorującemu czyli Urząd Miasta i Gminy Krzeszowice. Sis pracuje na rzecz wsi Czerna i miedzy innymi wspomaga szkołę organizując wypoczynek letni i inne imprezy dla dzieci ze SP.

  12. Pytająca napisał(a):

    Moja rodzinna miejscowość leży po drugiej stronie gminy, dlatego się nie orientuję. Mam tylko nadzieję, że szkoła jednak nie zostanie zamknięta. Szkoda by było takiej placówki.

  13. lili napisał(a):

    Gdzie jest w tym wszystkim dobro dzieci? Molochy tego j zapewnią!

  14. Ben napisał(a):

    To i ja dorzucę swoje „trzy grosze” do dyskusji w formie luźnych przemyśleń, czasem retorycznych pytań.

    1. Jakie oszczędności mają przynieść proponowane zmiany w gminnej oświacie? Żeby się nie okazało, że zysk dla gminy będzie niewielki, za to rozgardiasz nie do opanowania.

    2. Jeśli efektem reorganizacji będą oszczędności, to na co gmina zamierza je przeznaczyć? Bo jeśli na wzrost pensji urzędników lub wzrost zatrudnienia (czytaj: biurokracji), kolejne dokładanie do wodociągów, finansowanie kolejnych komisji rady, pomników, obelisków, tablic pamiątkowych to osobiście uważam, że systemu gminnej oświaty nie należy tykać. Pieniądze wydanie na oświatę zawsze będą dobrze wydanymi.

    3. I kontynuując punkt poprzedni: czy były podjęte przez władze gminy działania (poza obniżeniem pensji burmistrza i kosmetycznej korekcie kosztów diet radnych), które przyniosły gminie pokaźne oszczędności? Czy na przykład próbowano obniżyć koszty funkcjonowania przytoczonych wodociągów, usług komunalnych, itp.?

    4. Kto powiedział, że gmina ma nie dopłacać do oświaty na własnym terenie? Chciałbym przypomnieć, że gmina nie operuje pieniędzmi, które dostaje od dobrego wujka z Ameryki, ale pochodzącymi z naszych podatków. Może warto zapytać mieszkańców w referendum, czy chcą takiej reorganizacji? Bo może mieszkańcy Krzeszowic wolą mieć droższą oświatę, ale za to na lepszym poziomie?

    5. Pytanie, które już wcześniej w dyskusji padło, ale uważam je za bardzo ważne, dlatego je powtórzę: co dobrego reorganizacja przyniesie z punktu widzenia uczniów?

  15. heh.. napisał(a):

    Wystarczy uchwałą Rady Miejskiej w szkołach wprowadzić limity maksymalnej liczby uczniów w klasach. Np. po 22 uczniów. Problem się sam rozwiąże. Ktoś twierdzi inaczej ?

  16. Anonim napisał(a):

    To coś pod prąd idą!!Działania rządu mają sprawić błyskawiczny wzrost urodzeń= 500 plus!!!Więc może niech zaczną debatować nad przywróceniem porodówki!!!!Za komuny dali radę!! A jak szkoły polikwidują,a przyrost nat. wzrośnie,TO BĘDĄ DZIECI UCZYĆ NIE TYLKO POPOŁUDNIAMI,
    ALE I NOCNE ZMIANY BĘDĄ!! TO TERAZ NA FALI!!!!

  17. Gość napisał(a):

    Szkoda naszych słów. Ktoś napisał że sytuacja się zmieniła i dlatego burmistrz zmienił zdanie. A KIEDY W NASZEJ GMINIE BYŁA DOBRA SYTUACJA W OŚWIACIE?.
    KIEDY GMINA NIE DOPŁACAŁ DO OŚWIATY?
    A MOŻE TRZEBA ZAMKNĄĆ JEDEN ZESPÓŁ SZKOLNY I PO KŁOPOCIE?

  18. wger4 napisał(a):

    http://www.dziennikpolski24.pl/artykul/9299898,szkoly-do-likwidacji-znow-sa-protesty,id,t.html

    Nie tylko u nas szkoły likwidują czy się komuś podoba czy nie mamy niż demograficzny albo wszystkie dzieci wyjechały z rodzicami.

  19. Gość napisał(a):

    „O tym zdecyduje wójt, burmistrz lub prezydent. Z takim jednak zastrzeżeniem, że przepis ten nie będzie miał zastosowania, jeśli liczba uczniów w klasie I w szkołach zlokalizowanych na terenach wiejskich lub w miastach do pięciu tysięcy mieszkańców przekroczy siedem osób.”
    To w naszej gminie ma być inaczej??

    • Anonim napisał(a):

      Szanowni Państwo dużo mówicie na temat czernej i szkoły a prawdopodobnie nic nie wiecie. Od lat rodzice przepisują swoje pociechy do szkół w Nowej Górze i krzeszowicach ponieważ poziom nauczania i zaangażowanie personelu pozostawia wiele do życzenia. Proszę porozmawiać z rodzicami którzy tak uczynili a jest ich sporo. Co do kosztów utrzymania to wystarczy żeby nauczyciele zrezygnowali z karty nauczyciela i problem się rozwiąże ale o tym nikt nie pomyśli bronią tego jak niepodległości.

      • Minona napisał(a):

        Bo to nie jest szkoła specjalna, a może niektóre mamusie właśnie takiej potrzebowały. .. prawda Anonim? ??😂😂😃

      • Anonim2 napisał(a):

        Skoro rodzic ma problem ze swoją pociechą i z samym sobą to przepisuje… może znajdzie szczęście w innej szkole 🙂

  20. goofy napisał(a):

    MUSZĄ POWSTAĆ SZKOŁY PRZYKLASZTORNE I ZAKONNE!! Tam jest porządek i kasa!! Rydzyk cały czas się rozwija i nie narzeka na mały przyrost nat. A przecież trochę Syryjczyków też dojedzie!!! bez paniki!!

  21. ELIZA napisał(a):

    Lepiej przyjąć kilka rodzin uchodźców i będzie stan w szkołach!!Dużo kasy na nich przeznaczyli,to i finansowo
    wspomogą szkoły!absurd goni absurd !!a radni zadowoleni!

  22. zadowolona napisał(a):

    Akurat poziom w szkole w Czernej jest obecnie bardzo dobry. Nauczyciele wkladaja serce w to co robia, czego najlepszym efektem jest fakt, iz dolaczylo do nas mnostwo dzieci spoza okregu… i sa bardzo zadowoleni… indywidualne podejscie do ucznia, swietlica od 7do 17tej, ktora nie jest przechowalnia – dzieci realizuja sie kreatywnie, czynny udzial nauczycieli w akcjach spolecznych… o przyjaznie na cale zycie… oczywisci wszystkich nie zadowolisz… sa tacy, ktorzy mysla ze 500dzieci starszych w szkole daje wieksze mozliwosci…. sa tez tacy, ktorzy nie wierza ze ich dziecko nie jest idealne… coz zycie…
    Najwiekszym wrogiem szkoly w Czernej jest ciagle straszenie, ze jest do likwidacji… inaczej wiecej dzieci wybraloby nasza szkole, tylko boja sie ewentualnych zmian…
    Tak na marginesie… jakos cicho o Miekini, a tam mniej dzieci… intrygujace….

    • Rodzic napisał(a):

      Mnóstwo dołączyło ale też mnóstwo zrezygnowało. Szkoła „sztucznie” utrzymana była decyzją Rady Gminy poprzez dopisanie dzieci z Nowej Góry.Poziom nauczania od lat – powiem średni nie aż tak bardzo dobry jak piszesz. Jeśli miałoby dojść do likwidacji szkoły, to najlepszym rozwiązaniem byłoby utworzenie oddziału przedszkola do którego uczęszczałyby dzieci (3-6 lat) z Czernej, Nowej Góry, Paczółtowic, Czatkowic czy Ostrężnicy. Uważam że dla rodziców jadących do pracy w kierunku Krakowa czy Chrzanowa było by zbawiennym rozwiązaniem.

      • KOMENTATOR napisał(a):

        Jakich dzieci z Nowej Góry?Czy uważasz że dziecko gdzie do szkoły ma 1 kilometr przez środek wsi ma nie iść do niej??(Czerna ). A powinna iść kilometr prze teren nie zabudowany(droga miedzy Czerna a Nową Górą)poprzez krzaki? To ma być bezpieczne dla dziecka??Czy rodzice z domów które są w Czernej (bo do pierwszych budynków Nowej Góry maja około 1 kilometra) bo sąsiadują bezpośrednio ze sobą maja wysyłając swoje dzieci w szczere pola??Tak ktoś głupio podzielił granice administracyjne i nie chcą naprawić swoich błędów .A co ze Stawiskami? To tez integralna cześć Miękini > czy to normalne?? A Paryż , a Łany. Tutaj pole do pracy rady żeby naprawiać błedy „żeby ludziom Żyło sie lepiej :-WSZYSTKIM

        • Ger napisał(a):

          A kto chodzi z Czernej do Nowej Góry??? Jest taki wynalazek jak „gimbus”, który wozi dzieci z Czernej, więc chyba w tej sprawie nie ma tematu…

    • anna napisał(a):

      Bardzo dobry? Chyba ktoś nie wie co mówi.. Co potrafaia dzieci w klasie 2? Nauczyciel uczący w klasie 2 i jednocześnie w przedszkolu ? Dzieci dołączyły ale do 1 i zgadnijmy dlaczego za namowa pewnej nauczycielki której dziecko własnie tam uczęszcza ? Bo uczy DOBRA(najlepsza jej koleżanka) nauczycielka ….

      • anonim napisał(a):

        Mam nadzieję że jesteś rodzicem ucznia z klasy II, skoro wygłaszasz takie osądy o nauczycielu tej klasy, jeśli tak jest to powinieneś pogadać z tym nauczycielem i przekazać mu swoje odczucia, jeśli nie to nie krytykuj, a odnośnie nauczyciela w klasie pierwszej to należą mu się gratulacje, że potrafił zaskarbić sobie zaufanie tak dużej liczby rodziców. Uważam że gdyby rodzice nie chcieli to nawet namowy samej królowej angielskiej nic by nie dały

      • do anna napisał(a):

        Rodzice pisali pismo do dyrekcji z prośbą o to, by ta Pani kontynuowała naukę ich pociech, wiec chyba coś sobą prezentuje….
        co do pierwszej klasy… Dzieci, które do niej dołączyły, przyszły bo znalazły tutaj to, czego nie było w okolicy tj. Fajna świetlice od 7do 17tej, stołówkę z obiadami za 2 zl i tak, zgadzam się świetną nauczycielkę. .. ale to chyba dobrze. ..
        co do dzieci z Nowej Góry – szkoła w Czernej nie pobiera im dzieci. Jest cześć domów niby w Czernej ale administracyjnie juz w NG i Ci rodzice walczyli o to, by chodziły razem do szkoły z koleżanką z domu obok, bo jest tak zd tylko droga oddziela wies. Ale tak samo jest w okolicy, że Paryż chodzi co NG, Lany do Ostreznicy, Olkowki do Krzeszowice, a stwaiska do Filipowic. Ot, tak mamy pomieszane mapy administracyjnie… nikt tego nie kwestionuje….
        ja podziwiam rodziców z NG, że bardziej się identyfikują ze swoją szkoła, wsią czy solectwem i nie szukają dziury w d…
        I życzę rodzicom z Czernej, by bardziej doceniamy, co mają. .. bo mają naprawdę dobrze…

    • Ger napisał(a):

      Co do poziomu to wystarczy spojrzeć na wyniki egzaminów i porównać np. z Nową Górą. I nie pomoże zabieranie domów nowogórskich do obwodu szkoły w Czernej, jak to zrobiono by udało się utworzyć klasę w szkole w Czrernej, bo i tak dzieci (a raczej ich rodzice) wybiorą szkołę lepszą (czytaj nowogórską). Proszę spojrzeć na różnicę w kosztach „przypadających na jedno dziecko”, a propozycja Burmistrza staje się całkowicie zrozumiała. Finanse gminy to nie tylko dopłaty do oświaty – trzeba patrzeć na całokształt i z czegoś zrezygnować.

      • takie tam napisał(a):

        Czy szkoła w NG jest lepsza nie sądzę… Wystarczy zapytać rodziców dzieci mieszkających w tej miejscowości. A RODZICE DZIECI KTÓRE MIGROWAŁY DO SZKOŁY W NG cieszą się że ich pociechy mają tam lepsze oceny, więc świadczy to o jednym… według mnie niższym poziomie nauczania. Dowożą dzieci gimbusem nie do końca legalnie tylko ktoś na to oko przymyka.Nikt nie kradnie dzieci z obwodu NG bo obwód do wiadomości tych co nie wiedzą został zmieniony na taki który funkcjonował wiele lat wstecz. Rodzice tą zmianę wywalczyli. Szkoła w Czernej rozwija się fajnie coraz więcej dzieciaków przychodzi z zewnątrz, bo jest konkurencyjna. Jest świetlica, super stołówka, dużo zajęć pozalekcyjnych, zimowiska, wyjazdy letnie wycieczki dofinansowywane z Rady Rodziców i SIS. ODBYWAJĄ SIĘ RÓWNIEŻ RÓŻNEGO RODZAJU IMPREZY INTEGRACYJNE. Komuś widocznie zależy,aby to zniszczyć i osłabić obecną pozycję szkoły… Nasuwa się pytanie kto i dlaczego??? A prawda jest taka, że żadna szkoła nie jest idealna i do każdej trzeba dopłacać. Tylko rodzice czasem widzą winę tylko w szkole i pedagogach, a nie zastanowią się nad sobą.

  23. do zadowolona i Anonima napisał(a):

    Piszcie wszystko. Kto płaci za busa dowożącego dzieci do zespołu Szkół do Nowej Góry?.Przypominam że jest to obwód Szkoły Podstawowej Czerna a gimnazjum Krzeszowice. To są oszczędności?. Myślę że tym muszą się zająć odpowiednie instytucje. Chciałbym widzieć rodziców dowożących swoje pociechy do Nowej Góry , którzy nie posiadają własnego transportu.Ciekawe? A tak na marginesie . W rankingu urodzeń na lata 2007-2014 nie są brane pod uwagę dzieci nie zameldowane w naszej gminie a zamieszkujące naszą gminę. Np Dzieci urodzone w Miękini sa brane do urodzeń w |Miękinia Stawiska (integralna cześć Miękini ) to obwód Szkoły Podstawowej Filipowice . dziwne że tego urzędnicy nie widzą i nie wiedzą.

    • Jeden z dziesięciu napisał(a):

      Bo liczy się fakt zamieszania, a nie zameldowania. Meldunek to idiotyczny wymysł komuny funkcjonujący w ograniczonym zakresie (na szczęście) do dzisiaj.

    • Ger napisał(a):

      A ja widzę tych rodziców dowożących dzieci do Nowej Góry, bo to się opłaca dzieciom. Wystarczy spojrzeć na wyniki egzaminów sześcio-klasistów. Czerna 28,30 – Nowa Góra 29,16 (za 2014 r.)Różnica znacząca, co procentuje później w gimnazjum i szkole średniej. Nie dziwi więc, że rodzice wolą szkołę w Nowej Górze niż Czernej, bo poziom nauczania jest zdecydowanie wyższy. A za busa czy to do Nowej Góry czy Krzeszowic płaci gmina…

      • Czytelnik napisał(a):

        Dlaczego gmina? Według prawa nie wolno. GimBus jeździ do Krzeszowic a nie do Nowe Góry. TO jest przekręt!

      • Anonim napisał(a):

        najgorzej jak dyskutują osoby które coś tam słyszały…? Nie mieszajmy plotek z faktami- czy płaci rodzic czy Gmina? Bo łatwo manipulować informacją.Na pewno nie płaci Gmina.To fakt!

        • Czytelnik napisał(a):

          No tak sorry:(. Nie gmina. Płaci zespół szkół Nowa Góra. A ciekawe z czyich pieniędzy?Czy to nie jest budżet gminy?

  24. Anonim napisał(a):

    TO GŁUPI TEMAT,ŻEBY LUDZI PO…AĆ!!!MUSZĄ CO JAKIŚ CZAS
    O COŚ SIE KŁUCIĆ Z MIESZKANCAMI!! TO TAK,JAK 3 LATA Z DZIAŁKOWCAMI !! To lepsze tematy,aniżeli -czemu nie remontują KRAKOWSKIEJ CZY OGRODOWEJ!!!

  25. Anonim napisał(a):

    A może pozwólmy decydować rodzicom ,gdzie ich pociechom będzie najlepiej. To nie średniowiecze i przywiązanie chłopa do wsi czy do roli.Na siłę nikt nikogo uszczęśliwiać nie powinien. Mamy wszak XXI wiek i konstytucyjną wolność osobistą-czyżby niektórzy o tym zapomnieli?
    Każda szkoła choćby najmniejsza, jeżeli chodzą do niej dzieci „musi” dla dobra wszystkich istnieć.Od czasów starożytnych szkoła, uczniowie i nauczyciele( o czym wielu chciałoby zapomnieć) była dobrem nadrzędnym , a zyski dopiero po latach.Wszak do górników się dopłaca a dzieci są naszym nadrzędnym dobrem:)

    • ech... napisał(a):

      proponuję żebyś utrzymywał szkołę w której hipotetycznie jest po jednym dziecku w klasie. Bo tak zadecydowali rodzice. 😀 głupich nie sieją jak widać 😉

      • Ewka napisał(a):

        Moim zdaniem, modelem właściwym dla Krzeszowic jest maksymlanie 7-8 szkół. Reszta kwalifikowana jest do wygaszenia albo do zmiany organu prowadzącego.
        Jeśli w szkole obecnie w perspektywie najbliższych 5 lat nie ma 70 dzieci to na 100% konieczna jest zmiana.
        W innym wypadku za 3-4 lata podatki płacone przez Wszystkich może starczą na utrzymanie obecnej siatki szkół. Tylko nie piszcie potem że nie ma piniędzy na remontowanie dróg, dopłaty do ścieków, tworzonej strefy, itd itd.

        • defetyzm napisał(a):

          Po pierwsze to żadnej strefy się nie tworzy w Krzeszowicach (chyba że płatnego parkowania) Po drugie Pani to chyba w urzędzie pracuje, skoro się nic nie da.

          • Ewka napisał(a):

            Ludzie.
            Gmina strefy się nie tworzy bo cała kasa idzie do szkół.
            5 mln rocznie dopłaty do subwencji !!
            A są gminy które mają właściwą siatkę szkół i jeszcze subwencji im zostaje na zajęcia dodatkowe, wyjazdy na baseny, itd…
            Rozważmy – 5 mln rocznie dopłaty do subwencji na szkoły to:
            – po 3 latach mamy basen zbudowany z własnych środków
            – mamy 5 orlików rocznie
            – remontujemy kompleksowo 10 km dróg ( nakładki asfaltowe) każdego roku
            – budujemy 12 km chodników każdego roku
            – budujemy co roku 1 strefę aktywności gospodarczej obejmującą 8- 10 ha gruntu
            – budujemy 5-6 km kanalizacji każdego roku
            – w ciągu roku zamykamy odbudowę ruin zamków w Rudnie
            – za 0,5 roku mamy zrewitalizowane wszystkie parki w Krzeszowicach
            … to napisałam, aby uzmysłowić zakres dopłat i rozważyć wybór alternatywny oraz równość obywateli w decydowaniu i demokracji !!!

          • qwerty napisał(a):

            To pisze mieszkanka wsi Czerna 🙁

          • mieszkaniec napisał(a):

            Pani Ewa ma rację.
            Za dużo dopłacamy do szkolnictwa.
            Moim zdaniem – wszystkie szkoły przekształcić w placówki stowarzyszenia.
            Nauczycieli zatrudnić na zasadach ogólnych zgodnie z Kodeksem Pracy a nie Katą nauczyciela.
            Wtedy wystarczy pieniędzy z subwencji na utrzymanie wszystkich placówek.

          • Paweł napisał(a):

            Też zgadzam się z Panią Ewą. Świete racje. Nawet nie pomyślałem że tyle pieniędzy dopłacamy do oświaty która powinna być finansowana z budżetu Państwa !!!!

          • Jaber napisał(a):

            Takie dodatkowe pytanie do Pani udowadniającej, że 5 milionów złotych warte jest 5 milionów złotych, jeżeli można: czy te wszystkie ambitne inwestycje to można machnąć (rozumiem,
            miast ładowania w tego trutnia – oświatę) za tę kwotę en bloc, czy też albo jedną, albo drugą, albo trzecią…?
            A także prośba o pomoc w obliczeniach, ile by można za 5 milionów złotych zakupić segregatorów do urzędu?

          • @Jaber napisał(a):

            Jaber nie bądź złośliwy. Przy realizacji inwestycji segregatory same powstają. …

        • dj napisał(a):

          Kształcenie w szkole podstawowej to podstawowe zadanie gminy. Utrzymywać trzeba szkoły – a fundusze nie powinny zdominować tematu.

  26. Anonim napisał(a):

    Macie rację .Należy wybrać-dopłata do ścieków czy dobro dzieci:( A narzekamy na Służbę Zdrowia że nie ratują.

  27. Anonim napisał(a):

    likwidować, zamykać i to nie pomysł władz Gminy- to sami ludzie strzelają samobóje.Bo czemu innym ma być lepiej?Przecież w naszym społeczeństwie każdy zna się na wszystkim.A może to problem złożony? Należy poddać go szczegółowym analizom .Oświata w gminie musi posiadać strategię rozwoju nie na rok ,dwa ale na wiele lat bo jest to problem złożony.

  28. Anonim napisał(a):

    likwidować, zamykać i to nie pomysł władz Gminy- to sami ludzie strzelają samobóje.Bo czemu innym ma być lepiej?Przecież w naszym społeczeństwie każdy zna się na wszystkim.A może to problem złożony?

  29. Anonim napisał(a):

    TAK JEST = defetyzm!! tu się nic nie da w gminie od lat!!!!
    tylko likwidować, niszczyć i nazwy zmieniać!! tylko to!!
    ale spotkania opłatkowe i inne zawsze wychodzą radnym!!

      • gienio napisał(a):

        O czym wy na miłość boską tak zawzięcie dyskutujecie? Kogo będziecie w tych klasach uczyć jak nie ma dzieci? Najdroższych nauczycieli czyli dyplomowanych jest w gminie najwięcej. Pięcioro dzieci ma uczyć nauczyciel zarabiający na rękę ze wszystkimi dodatkami prawie 4000tys zł netto miesięcznie( w wielu wypadkach więcej) za 18 godzin tygodniowo. Pozostawić szkoły zlikwidować kartę nauczyciela.

        • czynna belferka napisał(a):

          Też jestem za tym, żeby zlikwidować kartę nauczyciela. Przynajmniej po 8 godzinach pracy będę w domu i w domu nie będę już musiała sprawdzać kartkówek czy klasówek, ani też przygotowywać się do lekcji. Wszystko to zrobię w pracy przy biurku z komputerem zapewnionym mi przez pracodawcę. Ponadto nareszcie „ekstrasy” typu rady pedagogiczne, wywiadówki odbywające się popołudniami będą płatne jako nadgodziny. Urlop zaplanuję sobie na koniec maja, kiedy zwykle jest ładna pogoda, a ceny nie są tak wysokie jak w sezonie. W lipcu i sierpniu mogę chodzić do pracy, nie przeszkadza mi to. Zastanawiam się tylko, kogo będę w tym czasie uczyć? Nie przypuszczam, żeby dzieciaki pchały się do szkoły w wakacje. Ale jeśli znajdą się takie, to nie widzę przeszkód, żeby prowadzić z nimi lekcje. Ponadto, jeśli ktoś zaproponuje mi lepszą pracę, to nie będę zmuszona pracować do końca roku szkolnego jak stanowi karta, tylko po kodeksowym okresie wypowiedzenia będę mogła zmienić miejsce pracy.
          Dlatego właśnie uważam, że powinno się skończyć tą fikcją w postaci karty nauczyciela i w stosunku do pracowników dydaktycznych szkół zacząć stosować kodeks pracy. Ze wszystkimi tego konsekwencjami.

          • akuku napisał(a):

            Tak na śmieciówkach jest zdecydowanie lepiej.

          • Anonim napisał(a):

            Proszę nie zapominać o tym że kodeks pracy nie gwarantuje urlopu w okresie wyznaczonym przez pracownika.
            Ponieważ istnieje plan urlopów i pracodawca musi wyrazić zgodę.
            Czemu Pani nie napisze o wolnym z okazji świąt ferii zimowych wakacji itd.
            Ach i jeszcze jedno większość ludzi żyje za 2000 i nie ma tych przywilejów a pracują po godzinach

          • czynna belferka napisał(a):

            Kodeks daje możliwość wzięcia urlopu na żądanie w wymiarze 4 dni. Wg kodeksu mogę sobie wziąć 4 dniu urlopu na żądanie na przykład w tygodniu z Bożym Ciałem i tym samym z dwiema sobotami i niedzielami mam 9 dni na wypoczynek. Karta nie daje mi takiego prawa.

            Nauczyciel ma 40-to godzinny tydzień pracy. Z czego 18 godzin lekcyjnych zajęć dydaktycznych. Pokaz mi Gienio przepis który mówi, że nauczyciel pracuje 18 godzin. Od razu go wydrukuję, wezmę do ręki i zaniosę dyrektorowi szkoły oraz poproszę, żeby wprowadził go w życie.

            Niestety rzeczywistość jest taka, że nauczyciele często zmuszeni są pracować więcej niż 40 godzin tygodniowo. Bez wynagrodzenia za nadgodziny. Fakt – część tej pracy wykonywana jest w domu. Oczywiście można powiedzieć, że dobry nauczyciel to zrobi wszystko, co leży w jego obowiązkach w 25 godzin. Otóż zapewniam cię – nie zrobi. Od lat szkoły są chyba najbardziej zbiurokratyzowanymi instytucjami w Polsce. Wypełnianie setek nikomu niepotrzebnych dokumentów, tworzenie bezsensownych analiz, pisemne tłumaczenie się (tak, to nie pomyłka), dlaczego uczeń dostał ocenę niedostateczną i pisanie programów naprawczych, co nauczyciel zrobi w przyszłości, by dany uczeń już więcej nie dostał oceny niedostatecznej. Nauczyciel stawiany jest w takiej pozycji, że to on jest winien tego, że uczeń ma ocenę niedostateczną.

            Ktoś może mnie zapytać – dlaczego jesteś nauczycielką, skoro ten zawód ma tyle wad? Bo kocham uczyć dzieci, mam olbrzymią satysfakcję, kiedy po latach dowiaduję się od byłych uczniów, że wiedza którą im przekazałam jest dla nich ważna i wykorzystywana w życiu. To daje mi siłę do pracy. Pieniądze? Uważam, że za tą pracę niestety nie są duże, a już na pewno nie takie, jak niektórzy starają się to przedstawiać. Da się wytrzymać. Na życie wystarczy.

            Taka ciekawostka na koniec. Gienio napisał, że nauczycieli dyplomowanych w gminie jest najwięcej. Stety lub niestety awans zawodowy jest niejako wymuszony przez system. Więc nauczyciele sięgają po kolejne stopnie awansu. Z drugiej strony mają oni motywację, ponieważ awans wiąże się z podwyżką uposażenia. Czy to takie dziwne, że nauczycieli z wysokimi stopniami awansu jest coraz więcej? W tej sytuacji to chyba normalne. Wiem, wiem, z punktu widzenia samorządu to najlepiej byłoby, żeby wszyscy nauczyciele byli stażystami. Dlaczego? Domyśl się sam.

          • Gonzo napisał(a):

            Powinna Pani się zwolnić i spróbować zatrudnić w sektorze prywatnym. A po roku przeczytać swój post.
            Płakałaby Pani ze śmiechu.

        • Enka napisał(a):

          Skąd masz takie dane Gienio, 4000 netto, hahahah łatwowierny, naiwny człowieku, media podają, Ty wierzysz, nakręcasz się, żalllll

        • Enka napisał(a):

          Skąd Ty masz Gienio takie dane, 4000 tys zł netto miesięcznie!!! Media podają, ty wierzysz. To kłamstwo!!!

          • Mati napisał(a):

            Ile razy jeszcze zostawisz swój komentarz? A może tobie mamy wierzyć? Każdy z was narzeka że macie mało i tak zawsze będzie . A może napiszesz o cenach korepetycji?

          • anka napisał(a):

            proste wyliczenie
            3109,00 zasadnicza
            621.80 wysługa 20%
            160,00 wychowawstwo
            200.00 lub ponad dodatek motywacyjny
            310,90 wiejski
            5,10 lub 15 dodatek mieszkaniowy to jest za 18 godz tygodniowo
            za dodatkowe kazde 45 min – 41,45 zł .
            chciałabym tyle zarobic

          • belfer napisał(a):

            to chyba niie w naszej gminie te dodatki takie wysokie anka

          • Gienio napisał(a):

            Żadne kłamstwo. Tyle zarabia nauczyciel dyplomowany. Za 18, 20 godzin pracy.

  30. Anonim napisał(a):

    Pozostawić szkoły, zwolnić wykwalifikowanych nauczycieli-specjalistów.zatrudnić studentów i edukację oddać Stowarzyszeniom -najlepiej mało znających się na oświacie.To będzie tanie, nikt nie będzie protestował.I dobrze IM tak( oczywiście winnym całemu złu nauczycielom).O to chodzi:(
    A tak naprawdę czy ktoś jeszcze pamieta-„Takie będą Rzeczypospolite , jakie ich młodzieży chowanie”

    • sowa napisał(a):

      Po zlikwidowaniu testów kompetencji w kl VI podstawówek i tak szczególnie na wsiach gdzie rodzice wolą żeby było miło niż mądrze i „wymagająco” poziom poleci na łeb na szyję. Nie będzie porównań, ewaluacji, wrócimy do punktu wyjścia: może jedno lub dwoje dzieci z takich szkół skończy studia tyle samo szkołę średnią, reszta będzie żyła z 500+ i zasiłku socjalnego. Wystarczy przeanalizować proponowane zmiany w szkolnictwie i elementy układanki same wskakują na swoje miejsce. Nie będzie powszechnego studiowania jak dotąd. Przecież okres międzywojenny to wzór dla rządzących więc będzie mała grupa – elita i ta reszta robole, załatwiający pracę u działacza jedynie słusznej partii lub u księdza.

  31. Jaber napisał(a):

    Aby oderwać się nieco od ekonomicznej maglownicy angażowanej w dyskusję o sensie istnienia małych szkół, postanowiłem dodać, jako swój dalszy głos w tej sprawie, artykuł zamieszczony dawno temu w Education World, a w zasadzie jego skróconą, swobodną wersję, powstałą z roboczego tłumaczenia, które kiedyś dla swoich potrzeb wykonałem. Niech będzie, że ogólnie tak myślę o sensie istnienia małych szkół i dlaczego, między innymi, mogą stanowić wartość nieocenioną dla naszych dzieci.

    Czy małe szkoły to lepsze szkoły?
    Reformowanie oświaty może okazać się tak proste, jak tworzenie małych szkół. Mogą one stanowić swoiste remedium na choroby ją trawiące.
    W małych szkołach łatwiej jest kontrolować negatywny wpływ ubóstwa społecznego, łatwiej jest walczyć z przemocą, sprawiają one, iż rodzicom bliżej jest do problemów szkoły i chętniej włączają się w ich rozwiązywanie, chętniej angażują się dla dobra swoich dzieci, uczniowie zaś szybciej uczą się odpowiedzialności i współdziałania.

    Nauczyciele na co dzień są świadkami wpływu ubóstwa społecznego na osiągnięcia szkolne uczniów. Ich obserwacje potwierdzają się w pełni w bardziej systematycznym, naukowym zgłębianiu tego zjawiska. Dając przykład – w badaniach przeprowadzonych w czterech stanach jednocześnie wykazano (Bickel i Howley), iż dzieci z biednych rodzin uzyskują lepsze wyniki, lepiej radzą sobie w szkołach małych. W istocie, korelacja pomiędzy ubóstwem społecznym a niskimi osiągnięciami szkolnymi była dziesięciokrotnie silniejsza w szkołach dużych, niż małych. Przewaga szkół mniejszych w tym aspekcie jest szczególnie istotna dla dzieci w klasach średnich, wtedy szczególnie zagrożonych ryzykiem wykluczenia społecznego.

    Rozmiar ma znaczenie
    Powszechnie znany jest związek pomiędzy zajmowaną pozycją społeczną a osiągnięciami, a także to, jak bardzo ubóstwo ekonomiczne upośledza ucznia. W badaniach wyraźnie wykazano, jak znacznie upośledzenie to pogłębia się wraz ze wzrostem wielkości szkoły.
    Ilekroć powtarzano te badania w różnych stanach USA, tyle razy otrzymywano wyniki niezwykle zbliżone do przedstawionych.
    Taki stopień spójności wyników to przypadek dość rzadki w dziedzinie badań nad wychowaniem.

    Pokazano także zależność ogólną – wszyscy uczniowie zyskiwali (wyższy wskaźnik osiągnięć) na uczęszczaniu do szkół mniejszych, niezależnie od poziomu ubóstwa rodzin, z których pochodzili.

    satysfakcja nauczycieli
    W innych badaniach tego samego zagadnienia okazało się dodatkowo, iż zarówno uczniowie, jak i rodzice, nauczyciele i inne osoby zaangażowane (np. na zasadzie wolontariatu) w życie małej szkoły, przejawiali wysoki poziom satysfakcji z nauki i pracy w niej, czując się bardziej sobie nawzajem potrzebni i ze sobą związani.
    Satysfakcja nauczycieli z pracy okazywała się tam bardzo wysoka. Podkreślali, iż praca jest dla nich przyjemniejsza, bardzo satysfakcjonująca, a także są przekonani o swojej większej skuteczności. Mają poczucie, iż łatwiej jest im skierować działania uczniów na właściwe tory. Wielu twierdziło także, iż dopiero praca w małej szkole przypomniała im, dlaczego kiedyś wybrali ten zawód.

    Wyższe wymagania
    Warto także podkreślić, iż nauczyciele w małych szkołach, w świetle badań, okazywali się bardziej wymagający dla swoich uczniów, lepiej ich znając, a także przejawiali wyższą troskę o ich przyszłość. Co potwierdzali sami uczniowie.
    Zyskami z ‚małej skali’ jest też lepsza współpraca pomiędzy nauczycielami i ściślejszy kontakt nauczyciela z rodzicem.

    Gdy każdy zna Twoje imię
    Wśród wielu czynników wpływających na poziom osiągnięć szkolnych, nie do przecenienie jest ten związany z redukcją anonimowości – chodzisz do szkoły, w której każdy każdego zna ‚po imieniu’. Nauka w miejscu, gdzie wszyscy wszystkich znają czyni wielką różnicę! Małe szkoły są także w tym znaczeniu bezpieczniejsze. Mniejsza skala sprzyja ograniczaniu anonimowości i izolacji uczniów, a tym samym pojawianiu się przemocy i zjawisk z nią powiązanych. Uczniowie przywiązują większą wagę do swojego poprawnego zachowania, a także do zachowania swoich kolegów i koleżanek.

    Mała szkoła nie wystarczy
    Z badań płyną także ostrzeżenia do odpowiedzialnych za oświatę:

    Małe szkoły wymagają wsparcia systemowego (lokalnego oraz płynącego z instytucji centralnych).
    Mała szkoła jest sukcesem tylko wtedy, gdy zarówno nauczyciele jak i nią zarządzający poświęcą odpowiednią ilość czasu na skonstruowanie wizji jej działania oraz sposobu wypełniania przez nią jej misji.
    Prowadzenie małej szkoły nie powinno polegać na dostosowaniu jej funkcjonowania do mód edukacyjnych. Ważniejsze jest, natomiast, odpowiednie rozpoznanie i zaspokajanie potrzeb uczniów do niej uczęszczających.
    Bycie małym nie gwarantuje sukcesu. Mała szkoła jest organizmem wrażliwym – potrzebuje ciągłego wsparcia, tak z zewnątrz, jak od środka (rodzice, nauczyciele, wolontariusze).

    Richard W. Riley, sekretarz ds. edukacji USA powiedział kiedyś w Komisji Budżetu Izby Reprezentantów:
    Nasze szkoły, zarówno te stare, a odnawiane, jak i nowo budowane, powinniśmy tak organizować, aby były przystosowane do prowadzenia modelu oświaty, o którym wiemy, że jest najskuteczniejszy: modelu małych szkół tworzących sens danej społeczności, szkół z małymi klasami, gdzie nauczyciel będzie mógł poświęcać jak najwięcej uwagi uczniowi.

  32. ToJa napisał(a):

    Likwidacja szkół uzasadniana jest malejącą liczbą uczniów. Nie od dziś jednak wiadomo, że w kolejnych latach nadejdzie wyż demograficzny i powtórzy się kazus przedszkoli, które najpierw jak Polska długa i szeroka były zamykane, a później okazało się, że brakuje miejsc dla dzieci. Argumentacja władz jest niezasadna również z tego względu, iż nie ma niczego złego w mniej licznych klasach. Od wielu lat mówiło się o ich przepełnieniu i zbyt dużym dystansie dzielącym ucznia od nauczyciela. Obecna sytuacja daje niepowtarzalną szansę na zmniejszenie tego dystansu. W mniejszych klasach nauczyciel może poświęcić więcej czasu na indywidualną pracę z uczniem i ma zdecydowanie większe możliwości zauważenia dziecka mającego problemy z nauką lub w kontaktach z rówieśnikami. Nauka jest wtedy bardziej efektywna i lepiej dostosowana do potrzeb uczniów.
    Szkoła jest nie tylko miejscem nauczania. Jest również sercem lokalnej społeczności. To tu powstają silne więzi społeczne między uczniami, nauczycielami i rodzicami. Biblioteka i świetlica oraz szkolne inicjatywy artystyczne, kulturalne i sportowe są motorem napędzającym rozwój gminy. Likwidacja szkół zawsze zrywa gęstą sieć wytworzonych do tej pory więzi, zmniejszając poczucie bezpieczeństwa uczniów, rodziców i nauczycieli.
    Przede wszystkim jednak szukanie oszczędności w edukacji publicznej poprzez likwidację szkół a do tego ta sytuacja doprowadzi jest niezgodne z prawem. Zakładanie i prowadzenie szkół należy do zadań własnych gmin i zgodnie z orzecznictwem sądów administracyjnych argumenty natury ekonomicznej nie mogą być główną przesłanką zamiaru likwidacji szkół (wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego z 3 kwietnia 2006 r., I Sa/Wa 1450/05). Potwierdza to również treść Konwencji o prawach dziecka, przyjętej przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych dnia 20 listopada 1989 r. (Dz.U. Nr 120 poz. 526 z późn. zm.). W szczególności zaś art. 3, który zobowiązuje państwa – sygnatariuszy konwencji do tego, aby we wszystkich działaniach dotyczących dzieci, podejmowanych przez publiczne lub prywatne instytucje opieki społecznej, sądy, władze administracyjne lub ciała ustawodawcze, sprawą nadrzędną było najlepsze zabezpieczenie interesów dziecka. Także art. 6, który stanowi, iż Państwa – Strony zapewnią, w możliwie maksymalnym zakresie, warunki życia i rozwoju dziecka. Bez wątpienia polityka edukacyjna rządu (a właściwie jej brak) i działania lokalnych władz, zmierzające do likwidacji szkół naruszają postanowienia Konwencji.
    Ponadto Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie stwierdził w wyroku z dnia z 16 maja 2006 roku (I SA/Wa 1818/05), iż istotne znaczenie przy podejmowaniu zamiaru likwidacji szkoły ma stanowisko rodziców uczniów. Zgodnie z ustawą o samorządzie gminnym (Dz.U. Nr 142 poz. 1591, z późn. zm.) mieszkańcy gminy tworzą wspólnotę samorządową. Również treść art. 16 ust. 1 Konstytucji definiuje gminę jako ogół (wspólnotę) jej mieszkańców, dlatego też samodzielności gminy jako takiej nie można utożsamiać wyłącznie z samodzielnością jej organów (czyli władz samorządowych). Organy gminy, podejmując działania zmierzające do reorganizacji placówek oświatowych są zobowiązane uwzględnić stanowisko społeczności lokalnej, w tym protesty przeciwko likwidacji szkoły (wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego z 3 kwietnia 2006 r., I Sa/Wa 1450/05). Gmina to zatem nie tylko aparat urzędniczy, ale – przede wszystkim – mieszkańcy. I to oni powinni mieć decydujący głos w sprawach takich jak likwidacja szkoły.
    W sytuacji powszechnego sprzeciwu lokalnych społeczności kwestie związane z likwidacją szkół powinny być poprzedzone procedurą referendum lokalnego określonego w treści ustawy z dnia 15 września 2000 r. (Dz.U. Nr 88, poz. 985 z późn. zm.), aby skutecznie umożliwić wspólnocie mieszkańców wyrażenie swojego stanowiska w tej sprawie.

  33. jk napisał(a):

    Raczej to szybko nie nastąpi to jest już trwały trend Polska się kurczy.

  34. reig napisał(a):

    Polska należy do krajów najszybciej się starzejących na świecie nie w Europie na świecie.

  35. @Ewka napisał(a):

    Zgadzam się w 100% z Ewką !!!

  36. ToJa napisał(a):

    no cóż….żyjemy w kraju gdzie większy nacisk kładzie się na wygody i pseudo resocjalizacje więźniów pochłaniających ponad 2,5 tyś miesięcznie niż wygodę i kształcenie dzieci. Mam jednak nadzieję że władze naszej gminy okażą się przysłowiowymi „jajami” i ku zdziwieniu i radości dzieci oraz ich rodziców wybrną z tej trudnej sytuacji pozostawiając możliwość dalszej edukacji w tych szkołach bez zmian

  37. kolega ze szkoły napisał(a):

    Cześć Ewka! Co tam słychać u Artura?

  38. Dorota napisał(a):

    Zazdroszczę nauczycielom, których zna Gienio. Choć pracuję w szkole ponad 20 lat, mam najwyższy stopień awansu zawodowego i wychowawstwo, to nawet z nadgodzinami( kiedy jeszcze je miewaliśmy)oraz dodatkami- stażowym, funkcyjnym- nigdy nie dostałam 4000 na rękę. W dodatku pracują 18 godzin. Wierzę, że są tacy,którzy poświęcają szkole 20 godzin(18+ 2 obowiązkowe dodatkowe), ale mam nadzieję, iż należą do nielicznych. Mnie przez lata naprawdę trudno było znaleźć czas dla siebie, bo wciąż robię coś , czego na pewno nie zdążyłabym zrobić w ramach etatu. Coś, za co nikt mi nie płaci- a coraz częściej zastanawiam się, czy w ogóle dostrzega…

    • Gienio napisał(a):

      Wybrałaś marną szkołę. Dyrekcja cię nie lubi – masz niski motywacyjny, nie dostajesz nagrody dyrektora czy burmistrza. Nie pracujesz na wsi- nie masz dodatku mieszkaniowego i opałowego. Nie załapałaś się na prowadzenie programów innowacyjnych za unijne pieniądze, bo jesteś jednak mało aktywna. Nie prowadzisz kółek. Mam nadzieję, że dostajesz trzynastkę, wczasy pod gruszą, wolne wakacje i ferie. Jest mi Cię żal jednak jesteś biedaczkiem. Dobrze, że chociaż masz to pensum 18 godzin tygodniowo i dlatego jesteś baaardzo zapracowana. Niech zgadnę pewnie jesteś katechetką, bo najbardziej „zapracowane” są właśnie one.

    • @Dorota napisał(a):

      Dorotko, ja po 23 latach za 40 godzin tygodniowo w budżetówce dotację z dodatkimi i wysługą lat 2813,27 groszy na rękę.
      Mój Szef 21 lat stażu pracy kierownik – dostaje za 40 godzin oraz pracę co drugi dzien bierze do domu – 3915,23 zł na rękę.

      A ty płaczesz – gdy dostajesz za niecałe 4000 zł na rękę za 18 godzin – 20 godzin tygodniowo.
      To jest przeliczając na 40 godzinny tydzień pracy 8000 netto na rekę. Czyli pensja wyższa niż burmistrza, starosty i prezydenta Krakowa.

      Litości !!!!!!!

  39. jasdjk napisał(a):

    Skoro wszystkim narzekającym jest źle, to czemu nie zostaliscie nauczycielami? Każdy może. A jak wybraliscie inny zawód, to nic Wam do zarobków nauczycieli które podawane są w mediach przekłamane.

    • Gienio napisał(a):

      Murarz domy buduje,
      Krawiec szyje ubrania,
      Ale gdzieżby co uszył,
      Gdyby nie miał mieszkania?

      A i murarz by przecie
      Na robotę nie ruszył,
      Gdyby krawiec mu spodni
      I fartucha nie uszył.

      Piekarz musi mieć buty,
      Więc do szewca iść trzeba,
      No, a gdyby nie piekarz,
      Toby szewc nie miał chleba.

      Wniosek co by to było gdyby wszyscy byli nauczycielami, w dodatku pracującymi 18 – 20 godzin tygodniowo jasdjk?

      • Jeden z dziesięciu napisał(a):

        A co by było, gdyby wszyscy byli tak „inteligentni” i „rozeznani w temacie” jak Gienio?

      • Anonim napisał(a):

        To proste Gienio, na pewno nie byłoby takich hejterów jak Ty ;). Moja rada dla belfrów – ignorujcie takie posty. Macie ferie i wyluzujcie a nie czytajcie bzdur, które mają Was tylko zirytować.

        • Gienio napisał(a):

          Hejtem określa się działanie w internecie, które jest przejawem złości, agresji i nienawiści. Tyle regułka. Gdzie w moich wpisach to widzisz? Moje wpisy to fakty. Sprawdź jeśli nie wierzysz. Bardzo niewygodne, ale niestety fakty.

    • ej napisał(a):

      Jak przekłamane? Przecież powyżej nauczyciel prawdę napisał z życia

  40. yes napisał(a):

    Taka dopłata do ścieków to skandal. Umysłowych pracowników w Spółce tyle co fizycznych. Łatwo jest podnieść sobie pensje i żądać od gminy rożnej pomocy finansowej .Gdyby tak przeanalizować wydatki od 1994 na cele Spółki wyłączając program kanalizacji Gminy to by się okazało, że można wybudować kilka nowoczesnych , energooszczędnych szkół. Gmina się powoli rozwija z powodu, dopłaty do subwencji szkół oraz ciągłych dopłat do ścieków i Spółki.

  41. Anonim napisał(a):

    niby dlaczego wyłączając dotowany program kanalizacji Gminy?? czyżby na nim Spółka nie zarobiła fury pieniędzy? czyżby gigantyczne nagrody dla zarządu z tego tytułu, które były w planie, nie doszły do realizacji?

  42. Roszczenia napisał(a):

    I bądź tu Burmistrzem, Starostą czy Premierem. Każdy patrzy tylko swojego nosa i wszystkie środowiska trzeba pogodzić. Urzędnik uważa, że za mało zarabia i za dużo pracuje, tak samo górnik, nauczyciel, policjant itd. Wszystko to daje 100 % ale każde osobno rozsierdzone daje wrażenie 150 %.

  43. yes napisał(a):

    Popieram Ewkę,

    Co najmniej 7 milionów na „święte krowy” na rok, po co nam Ci Radni jak nie zauważają oczywistych faktów? I tak co roku. Dotacja do ceny ścieków, plus najwyższe ceny za ścieki w okolicy . Kto wymyślił tak drogą inwestycje? W tej chwili porównuje ceny ścieków w Zabierzowie, porównajcie sobie, jaki tam jest wynik iwestycji i cen za ścieki.

    • Anonim napisał(a):

      Jeżeli chodzi o Zabierzów, odpowiedź jest stosunkowo prosta. Poziom zarządzania gminą zawsze powinien się przekładać na wymierne efekty i korzyści dla mieszkańców. W każdej dziedzinie. Oto cała tajemnica.

      • Jaber napisał(a):

        I nie tylko o Zabierzów, niemniej jest to :!::!:prawda fundamentalna:!::!:
        W najbliższej przyszłości, przy posiadaniu tak sprawnych i twórczych egzekutyw gminnych, jak ostatnie krzeszowickie, technokraci i technokratycznie myślący zaczną wykazywać, ileż to słoniny można by zakupić za gminną dotację oświatową. To będzie następny etap procesu deprawowania myślenia o fundamentalnym znaczeniu oświaty dla każdej społeczności, mówiąc w skrócie.

    • OPTY napisał(a):

      Gdyby nasze władze w latach poprzednich zdecydowały, żeby to gmina budowała kanalizację ( a nie spółka) podejrzewam, że ceny ścieków byłyby u nas niższe niż w Zabierzowie. Zdecydowano inaczej i teraz nikt tych cen już nie zmieni.

      • Anonim napisał(a):

        W Krzeszowicach chyba za bardzo się przyzwyczajono do sloganu: „na układy nie ma rady”…

    • Anonim napisał(a):

      Nie zapominaj że duża liczba radnych to nauczyciele, więc bronią swoich interesów.
      A co do radnych to my ich wybieramy więc pretensje możemy mieć do siebie. Ale po co to pisać każde wybory są takie same wybieramy tych samych ludzi a potem dziwimy się że nic nie ulega zmianie. Ludzie zacznijcie myśleć popatrzcie na skład rady od lat 80% tych samych ludzi. Oni już pokazali co umieją więc czego nowego oczekujecie?

  44. yes napisał(a):

    @ Opty „myślałem ,że” ,” byłyby” ; liczy się efekt końcowy. Tymi słowy operują nasi dotychczas zarządzający.

  45. Jaber napisał(a):

    Nieco powiązane poprzez osóbki naszych dzieci, lecz nie tylko w ten deseń 🙂

    Dowiedziałem się z mediów o stanowisku Pani Minister RPiPS, Elżbiety Rafalskiej, w sprawie waloryzowania świadczenia dla rodzin z 500+:

    Rząd będzie mógł waloryzować wysokość świadczenia dla rodzin z programu 500+, jeżeli będzie miał takie możliwości – mówiła minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska(…)
    Rząd – jak podkreśliła – musi mierzyć siły na zamiary.

    Stanowisko zawarte w jednym zdaniu Pani Minister przeczy temu ze zdania drugiego – obydwa w tej samej sprawie. Zastanawiam się, czy rząd zaczyna propagować romantyczne „mierz siły na zamiary”, czy też (skoro będzie spozierał na swoje możliwości) zamiary będzie kalkulował jednak według sił i środków, które posiada? Zobaczymy, jak to ostatecznie wyglądało będzie – czy może jak w prognozie pogody bacy: ano, chyci mróz, chyba zeby siem ociepliło.

    • gucio napisał(a):

      Rząd już mierzy siły na zamiary skoro tnie dotacje do oświaty. Jeżeli subwencja będzie mniejsza to kto wyłoży pieniądze? Samorządy? Co przyjdzie im odłożyć lub obciąć? Rząd ma okazję zwalić na nie wszystko, bo przecież tam rządzi PO-PSL. Podobnie to opowiadanie przez minister jak to nie ma miejsc w przedszkolach przez PO. Odwracanie kota ogonem. Jak się nocami robi głupoty to może warto byłoby wziąć za nie odpowiedzialność. Przyznać, że pozostawienie w przedszkolach sześciolatków spowoduje ograniczenie miejsc dla trzylatków i coś mądrego zaproponować.

  46. SP napisał(a):

    a propo szkół, radni gminy Jerzmanowice-Przeginia na styczniowej sesji zdecydowali, że gmina nie będzie prowadziła podstawówki w Czubrowicach
    http://www.dziennikpolski24.pl/artykul/9323757,samorzad-zamyka-podstawowke,id,t.html

  47. Ewka napisał(a):

    To są reorganizacje.
    W Krzeszkach są za „mądrzy” ludzie, że to słowo zrozumieć 🙂

  48. Dyplomowany napisał(a):

    Najlepiej zaglądać drugim w garnek! Ludzie, ogarnijcie się. Takie to krzeszowickie – lumpex w mieście lumpex zamiast czynnej mozgownicy. Może pozagladacie raz w pensje np.pań urzędniczek? A może spójrzcie we własne?

  49. yes napisał(a):

    Ludzi ze wsi nam się po wojnie najechało do Krzeszowic i chcą ” na siłę” inputować swoje mądrości i filozofie. Dotyczy to i Pana Adamczyka i Pana Ślusarczyka i wielu innych.

    • płatnik podatku napisał(a):

      W bardzo ciekawy sposób próbują ratować miejsca pracy nauczyciele i dyrektorzy niektórych szkół podstawowych.
      Namawiają rodziców, żeby pozostawili swoje dzieci na drugi rok w tej samej klasie( nauczanie początkowe). Tyle im zależy na dzieciach co na zeszłorocznym śniegu. Czego będą uczyć te dzieci, co chcą im przez to powiedzieć, jesteście głupiutkie dzieci więc będziecie nie promowane.? Może lepiej byłoby namawiać, aby posłano do szkoły sześciolatki. Może nie są głupsze (pomimo przekonania władz) od swoich europejskich rówieśników. Skoro chodzą do szkoły w takim wieku na wyspach to może i w Polsce „dadzą radę”.

      • Gucio napisał(a):

        Byle nie tak jak prawie pani premier.

      • do płatnik podatku napisał(a):

        Z tym zostawianiem, to jest nagonka w całej gminie. Ale z tego, co kojarzę to kilka mamus nadgorliwych znajdzie się w każdej klasie i próbują resztę nakrecic…
        choć ja uważam to za głupotę. .. jeśli się już dziecko puścił, to nie będę teraz mu wmawiać, że jest tak mądre ze zostanie jesżyczę rok w pierwszej czy drugiej klasie.. no ale cóż, ustawodawca takie dał prawo, że mamusie mogą decydować. . O to walczyły. .. choc z doświadczenia wiem, że mamuśki nie powinny mieć zbyt dużej władzy, bo im odwala😊

  50. DURAK napisał(a):

    JA PRZEKAZUJĘ NA KOLEJNY POMNIK W MIEŚCIE LUB OKOLICY!!

  51. śledzie_z_mili_za _dużo_cebuli napisał(a):

    a czego się dziwicie, gmina wybudowała gorzką landrynkę jaką jest cukierkowy pusty rynek, to musi z czegoś spłacać kredyt. A oszczędności zrobi właśnie na oświacie. Więc nie będziesz miał obywatelu na kredę ale na oświetlenie rynku

  52. sandokan napisał(a):

    Rynek jest ok!jest przestrzennie i bezpiecznie można spacerować, czy jeździć na desce czy rolkach!! na oświetlenie i pensje dla kontrolerów są płatne miejsca parkingowe!!!

  53. AD-60 napisał(a):

    Jak widzę nieco odeszliśmy od tematu więc może warto powrócić. Nie ma co ukrywać, reorganizacja krzeszowickiej oświaty jest potrzebna. Owszem, kadencja poprzedniego burmistrza na tym polu wyglądała świetnie, zwłaszcza ilość modernizacji budynków szkolnych i wyposażenia sal lekcyjnych. Kto jednak poczyta sprawozdania budżetowe, to dobrze wie że gmina dokładała do oświaty corocznie więcej i więcej. Kto wierzył jesienią 2014 roku w zapewnienia kandydatów na włodarzy samorządu, że system oświatowy gminy pozostanie bez zmian, albo nie zna się na polityce, albo jest naprawdę naiwny i uważa obietnice wyborcze za prawdę objawioną. Nie można przez kolejne lata udawać że wszystko jest super dobrze, a zmiany w oświacie są zawsze złe i przynoszą tylko krzywdę dzieciom. Powodzenie edukacyjne młodzieży nie zależy od tego czy dzieci kształcą się we własnej wsi, czy też kilka kilometrów dalej. Jeśli dziecko pragnie się rozwijać i zapał ten dostrzegają również jego rodzice, potrafią go rozwijać i to nie ma znaczenia, gdzie dojedzie do podstawówki, bo wynikiem jego edukacji i tak będą dobre wyniki w nauce jak i rozwój osobisty. Nie traktujmy więc zawsze pomysłów naszych urzędników jako zmowy mającej na celu zniszczenie lokalnej społeczności. Rozmawiajmy, konsultujmy, szukajmy kompromisów, gdy trzeba protestujmy, lecz nie tkwijmy w swym uporze, że każda zmiana to zmiana na gorsze.

    • Jeden z dziesięciu napisał(a):

      @AD-60
      Być może „powodzenie edukacyjne młodzieży” (cokolwiek by to oznaczało) nie zależy od tego czy dzieci kształcą się we własnej wsi, czy też kilka kilometrów dalej. Ale ma za to kolosalne znaczenie w innych kwestiach, czego nie dostrzegasz. Być może nie masz dzieci i problemy rodziców znane ci są tylko z lektury wybiórczej. Na przykład – dziecko źle się w szkole poczuje i trzeba je odebrać. W domu jest babcia, która może pójść do szkoły po wnuczka kilometr, ale pięć – nie ma szans. Nie bez znaczenia jest też, że szkoły na wsiach oprócz funkcji edukacyjno-wychowawczych są często jedynymi ośrodkami integrującymi lokalną społeczność. Można też postawić pytanie, na co zostaną przeznaczone ewentualnie zaoszczędzone przez gminę na oświacie pieniądze? Bo jeśli na imprezy typu posiady satyry i humoru, podwyżki diet radnych czy premie dla urzędników, to uważam, że wydanie tych na oświatę to dużo lepszy pomysł.

      • Anonim napisał(a):

        Budowanie, czy organizowanie szkół – molochów w oddaleniu od ludzkich siedzib, to chyba polska specjalność. Rozwijanie takiego sposobu myślenia przez lokalnych „polityków” przez ostanie 40 lat lat pozostawiło zupełnie na drugim biegunie te „inne kwestie”, o których pisze Jeden z dziesięciu, który dotyka chyba sedna sprawy! Jeszcze w latach 70-tych dominował pogląd, że szkoła podstawowa powinna być sytuowana w zasięgu 10-15 -minutowego dojścia na piechotę. Takie podejście preferowało szkoły mniejsze, za to gęściej usytuowane. Obecne, niekontrolowane rozprzestrzenienie zabudowy na dużych obszarach, a jednocześnie „komasacja” szkół – kombinatów w oddaleniu od wiosek i osiedli, sytuowanych często dla wygody nauczycieli i dla „widzimisię” władców samorządowych doprowadziło do nieodwracalnych skutków. Warto więc się zastanowić przed każdą kolejną decyzją polegającą na likwidowaniu szkół wiejskich, gdyż proponowana alternatywa będzie ze szkodą dla całego środowiska, z którego dzieciaki się wywodzą i w którym przyszło im żyć na co dzień.

        • Anonim napisał(a):

          Dostrzegasz tylko jedną stronę medalu, podczas gdy tak naprawdę argumenty, które przedstawiasz jako negatywy, w innym świetle stają się bezapelacyjnie zaletami, przemawiającymi właśnie za zbiorową
          organizacją szkół w miejscach centralnych. Źródło problemu o którym piszesz „leży” raczej w kwestii transportu i bezproblemowego dowozu dzieci do placówek szkolnych a nie ich lokalizacji.
          Głównym celem szkolnictwa powinno być, także zgodnie z kartą praw dziecka i innymi dyrektywami prawnymi,
          zarówno w wymiarze krajowym jak i europejskim, zagwarantowanie równości w dostępie do edukacji dla wszystkich dzieci,
          także do jednolitego zaplecza intelektualnego i infrastrukturalnego. Taką równość, nawet przy najbardziej zoptymalizowanym zbilansowaniu środków na utrzymanie małych szkół „wiejskich”, możliwa jest tylko i wyłącznie w dużych placówkach regularnie i w sposób ciągły dotowanych w szerokim aspekcie infrastrukturalno – edukacyjnym, skupiających młodzież z różnych obszarów zamieszkania, zapewniając im tym samym równy dostęp do wszelkich dóbr na jednakowym poziomie. Równy poziom stworzonych możliwości możliwy jest tylko przy jednakowej dostępności do
          szeroko rozumianego zaplecza, którego nie da się zastąpić nawet indywidualnym podejściem do ucznia, w małych klasach,
          nie wspominając już o socjologicznym aspekcie asymilacji i wykształcenia odpowiedniej reaktywności społecznej
          w szerokiej grupie, skupiającej różne środowiska uczniowskie.
          Włodarze nie mają z tym nic wspólnego – jak widać z Twojego oryginalnego „poglądu” na sprawę wynika jedynie, iż
          nie istotnie gdzie leży źródło problemu, to zawsze jest to przysłowiowa „wina” tego jedynego, a raczej „tych” jedynych 🙂

          • Anonim napisał(a):

            Po pierwsze – w moim komentarzu jedynie wyraziłam swój prywatny pogląd, z nikim nie polemizuję, a już na pewno nie mam ambicji pouczać kogokolwiek, chociażby w odróżnieniu od ciebie. Gdzie masz napisane, że musisz się ze mną zgadzać? 🙂
            Po drugie – próbując oceniać mój pogląd na sytuację mylisz pewne pojęcia, próbując ująć rzecz wyłącznie z punktu widzenia być może urzędnika, być może nauczyciela, a być może kreatora pewnego modelu edukacji. W każdym razie nie za bardzo się rozumiemy. Ale gdzie jest powiedziane, że muszę przyjąć twoje argumenty? Poza tym kojarzą mi się jakby z inną epoką…. 🙂
            Przy okazji zachęcam do sięgnięcia do dobrych i wypróbowanych przykładów w tej dziedzinie z innych rejonów Europy. Czasem warto.

          • Anonim napisał(a):

            1. Nigdzie nie stwierdziłem że z kimkolwiek polemizujesz.
            2. Zaimek osobowy „Ciebie” przez wzgląd grzecznościowy piszemy z dużej litery.
            3. Nikogo nie pouczam – wyrażam jedynie swoją luźną odrębną opinię.
            4. Nie muszę się z Tobą zgadzać, toteż wyraziłem to w formie przedstawionej argumentacji.
            5. Daleko mi do urzędnika/nauczyciela czy też „kreatora pewnego modelu edukacji” – w taki
            uogólniony sposób można podważyć każde założenie.
            6. Proszę o konkrety jakie to „pewne pojęcia mylę”.
            7. Brak argumentów ad rem maskujesz argumentami ad personam – nie moją winą jest iż
            nie umiesz odnaleźć prawidłowej ścieżki analogii do właściwego systemu edukacji i zamiast
            choćby na zachód, szukasz gdzieś tam w przeszłości 😉
            8. Końcowe zachęty popieram jak najbardziej, rekomendując najpierw głębsze poznanie owych modeli
            przez szanownego współrozmówcę, tak by były podstawy do jakiegokolwiek merytorycznego zaczątku dyskusji 😉

          • Anonim napisał(a):

            ….i vice versa, Szanowny Panie, widzę ,że rozpędzasz się w swoim stylu 🙂
            Ustosunkowanie się do ośmiu tak poważnych kwestii chyba przerasta moje możliwości intelektualne. Na Twoim miejscu (dzięki za przypomnienie o poprawności obyczajowej) mimo wszystko trochę bym wyluzowała z tymi mądrościami 😉

          • Anonim napisał(a):

            A Pani dalej ad personam. A rem Szanowna Pani, ad rem 😉

          • Anonim napisał(a):

            Ad rem już było, Szan. Panie 😉 ….a ja nie lubię się powtarzać.

  54. Jaber napisał(a):

    Wiem, wiem, czas nagli, jednak lepiej, aby ręka zamierzająca pogmerać w gminnej oświacie zawisła w powietrzu, gdyż odgmeranie może okazać się trudniejsze, szczególnie w obliczu dictum, które usłyszy się po właśnie organizowanej i trwającej do czerwca akcji promocyjnej rządowego pomysłu. A i Kościół już przypomniał rządowi, iż „200 gimnazjów katolickich na was patrzy„!

  55. Lina napisał(a):

    W ostatnich latach coraz częściej mówi się o tym, jak większe szkoły negatywnie wpływaj na postępy uczniów, szczególnie tych
    pochodzących z niższych warstw społecznych czy ogólnymi problemami rozwojowymi wszelakiego typu … a takich nie brakuje w tych czasach. W większej szkole uczniowie są bardziej
    anonimowi to jasne, jak jasne jest też to, że nauczyciele nie są w stanie poznać wszystkich uczniów, nie mówiąc o ich
    rodzicach. Stąd powstaje masa problemów nieporozumień, roszczeń. Trudniejszy jest zatem kontakt z uczniami i ich nadzór, trudniej jest zauważyć i przeciwdziałać zachowaniom niepożądanym i patologicznym. W szkole z mniejsza ilością dzieci, nauczyciele znają wszystkich uczniów i ich rodziców, lekcje odbywaj się w mniejszych grupach, więcej czasu można poświęcić pojedynczym uczniom i ich problemom. Co życzył by sobie każdy rodzic. Nie rozumiem dlaczego tak trudno jest spojrzeć na edukację z punktu widzenia dłuższej perspektywy niż trwa kadencja, a w niej niestety liczone efekty natychmiastowe….. Uważam jednoznacznie, że zamykanie szkół jest podejściem krótkowzrocznym, a skutki tegoż działania będą znacznie dotkliwsze niż nam się wszystkim wydaje.Programowanie dzieci w molochach,tworzenie fabyk i doprowadzanie do degradacji indywidualności młodego obywatela mam wrażenie jest działaniem celowym. Specjaliści w tematach niewolnictwa systemu pewnie wiedzą o czym mowa.

    • Anonim napisał(a):

      Myślę że generalizujesz, przedstawiając problem w sposób nazbyt uogólniony.
      W jaki sposób wielkość szkoły przekłada się bezpośrednio na wpływ na pojedynczego ucznia?
      Wielkość klasy owszem, ale nie samej szkoły. Czyż w dużych szkołach nie może być wzorem
      systemu szkolnictwa zza zachodniej granicy klas o ograniczonej do optymalnej liczby uczniów wielkości?
      Wtedy faktycznie istnieje zależność poświęconego czasu i indywidualnego podejścia do każdego ucznia.
      Kluczową rolę odgrywa zatem skala klasy i odpowiednie grono pedagogiczne, ale nie skala szkoły.
      Większe placówki są w stanie zapewnić wszystkim uczniom lepszą ale także jednakową szanse korzystania z zaplecza naukowo-dydaktycznego i infrastrukturalnego na uwspólnionym poziomie.
      Najlepszym przykładem zaprzeczającym przytoczonej przez Ciebie logice są coraz bardziej modne
      prywatne szkoły średnie, o niewielkiej liczbie klas i zredukowanej do minimum liczbie uczniów
      (często nie przekraczających 10 w klasach maturalnych), przedstawiające się jako prestiżowe
      o zindywidualizowanym podejściu do ucznia i gwarancji wyższej edukacji. Kto dotknął namacalnie
      tego zjawiska dobrze wie, jakie są realia prezentowanego poziomu takich szkół w zderzeniu z rzeczywistością.
      Indywidualność młodego człowieka może równie dobrze wytworzyć się i obronić w tradycyjnym systemie szkolnictwa, odpowiednio ukierunkowywana czy to przez bezpośrednich opiekunów, czy też przez samych zainteresowanych,
      bez uszczerbku na wykształceniu właściwej postawy poruszania się młodego człowieka w szerokim kontekście zachowań społecznych.
      To o czym piszesz zakrawa raczej na uogólnioną nadopiekuńczość, niżeli degradacje indywidualności.

  56. mam pytanie napisał(a):

    Czy prawdą jest, że utrzymanie ucznia w Paczółtowicach jest trzykrotnie wyższe niż w Krzeszowicach? Jeśli tak, to jako rodzic uważam, że dzieci chodzące do Krzeszowic są zwyczajnie pokrzywdzone i niedoinwestowane właśnie przez takie szkółeczki. Panie burmistrzu, czas na odważne zmiany, których bał się poprzednik.:(

  57. Anonim napisał(a):

    Skoro musimy podejść dookreślając bardziej swoje wypowiedzi, a szczególnie konkretne wyrazy z punktu widzenia Twojej logiki, zróbmy to zatem. Przed tym jednak wtrącę pewną sugestię. Pisząc o rozmiarach szkoły zagalopowałam się i nie przewidziałam, że ktoś może nie zrozumieć iż rozmowy , wtrącenia czy komentarze powyżej dotyczą właśnie zasadności szkół „małych” (o jakich mowa w artykule głownym) i ich im przeciwstawnych „większych”, „dużych”. Wydawało mi się i być może błędnie, że to kwestia interpretacji wyrazu „wielkiej” w odniesieniu do tematu. Nie rozumiem natomiast przykładu prywatnych szkół, gdyż nie o takich mowa i to porównanie mnie trochę rozbawiło..Realia prezentowanego poziomu takich szkół należało by zbadać lub podać konkretne wyniki badań, a nie budować opinii na anonimowej namacalności o jakiej piszesz.To przecież nierzetelne.Wracając do logiki, czym zatem według Twojej oceny jest tradycyjny system szkolnictwa, który ma bronić indywidualności młodego człowieka? I jak to się ma do małych szkół, a w nich do mało licznych klas? Gdzie jest mowa o nietradycyjnym systemie szkolnictwa??

    • do Liny napisał(a):

      Prostując Twoje wątpliwości – dobrze zrozumiałem sens Twojej wypowiedzi i jej meritum dotyczące zasadności istnienia czy też likwidacji szkół małych wobec reorganizacji na rzecz większych.
      Wszyscy rozumiemy kontekst wpisów wobec treści artykułu.
      Ja w swoim wcześniejszym wpisie odniosłem się przede wszystkim konkretnie do Twojej wypowiedzi
      postulującej niekorzystny wpływ szkół większych na edukację na rzecz szkół małych, które jak zrozumiałem
      stanowią wg Ciebie lepsze środowisko nauki. W tym kontekście swoją wypowiedź podtrzymuję, twierdząc że nawet w większej szkole można zredukować ilość uczniów w danej klasie, zapewniając standard nauki na poziomie opieki i indywidualnego
      podejścia do ucznia, widocznego w szkołach mniejszej, stwarzając dodatkowo wszystkim uczniom jednakowe szanse dostępu do zaplecza infrastrukturalnego takiego jak w pełni wyposażona sala gimnastyczna, siłownia, sprzęt sportowy, zaplecze naukowe w formie wyposażonych pracowni tematycznych z różnych przedmiotów, dobrze wyposażonej biblioteki, dostępu do sprzętu komputerowego, etc,
      których to mogłyby by nie uświadczyć w małych niskobudżetowych i niedotowanych na takim poziomie placówkach. Innymi słowy – równie szanse dla
      wszystkich. Jeżeli dana placówka stoi na granicy rentowności utrzymania to trudno mówić o swobodnym finansowaniu ponadstandardowych
      pomocy naukowych, których obecność jest czymś naturalnym w większych placówkach.
      Przykład szkół prywatnych był tylko pewną analogią, przedstawiająca fakt, iż nie zawsze model klasy z ograniczoną ilością uczniów przekłada się na poziom edukacji. Nie będę cytował konkretnej statystyki, jednak przy odrobinie zainteresowania można
      bez problemów dotrzeć do statystyk zdawalności matur i ocen z przytoczonych przeze mnie przykładów w kontekście placówek o dwu – trzy krotnie większej liczbie uczniów w klasie, o znacznie wyższym poziomie zdawalności.
      Pisząc o tradycyjnym systemie szkolnictwa miałem na myśli system zapewniający równe szanse wszystkim, zarówno w aspekcie infrastruktury jak
      i edukacji, przy jednoczesnej
      uśrednionej liczbie uczniów w klasach, bez nazbyt indywidualnego prowadzenia ucznia.
      Za nietradycyjny można przyjąć np taki, w którym w klasie jest 5 uczniów a szkołą nie ma sali gimnastycznej, pracowni tematycznych i komputerów.
      Jeżeli „mało liczna” szkoła z „mało licznymi” klasami, której rentowność jest podważana a
      w systemie finansowania znajduje się gdzieś na szarym końcu jest w stanie zapewnić uczniowi dostęp
      do wszystkich dóbr, do których dostęp maja jego rówieśnicy w dotowanej priorytetowo szkole, a uczeń po przejściu na kolejny szczebel edukacji
      nie notuje gorszych postępów w nauce, oznacza to że mylę się w swojej dygresji, broniącej chęci zapewnienia wszystkim równo dostępu do
      edukacji na jednakowym poziomie. Pozostaje jeszcze kwestia rentowności i utrzymania 2, 3 małych placówek w porównaniu do 1 większej, która stanowi w naszej dyskusji temat wtórny, jednak dla decydentów prawdopodobnie nadrzędny.

      • Dygresja napisał(a):

        „W tym kontekście swoją wypowiedź podtrzymuję, twierdząc że nawet w większej szkole można zredukować ilość uczniów w danej klasie, zapewniając standard nauki na poziomie opieki i indywidualnego
        podejścia do ucznia, …”

        Owszem, można, ale przy jednoczesnym wprowadzeniu trzeciej zmiany dla nauczycieli i systemu czterobrygadowego dla uczniów. Prościej jest usztywnić kryterium zamieszkania dziecka, zamiast uwzględniać partykularne interesy rodzica. Taki model działał w PRL-u i nikt się nie skarżył mimo, że możliwości komunikacji były kilkunastokrotnie mocniej ograniczone.

        „stwarzając dodatkowo wszystkim uczniom jednakowe szanse dostępu do zaplecza infrastrukturalnego takiego jak w pełni wyposażona sala gimnastyczna, siłownia, sprzęt sportowy, zaplecze naukowe w formie wyposażonych pracowni tematycznych z różnych przedmiotów, dobrze wyposażonej biblioteki, dostępu do sprzętu komputerowego, etc,”

        Nie sprzęt jest odpowiedzialny za edukację ale ludzie. Proszę pana, w szkołach uczą ludzie, nie fortepiany uczą śpiewu, ale ludzie, nie piłki uczą siatkówki, ale wuefiści, nie książki uczą języka polskiego, ale polonistki. Człowiek zastąpi sprzęt w edukacji, ale w drugą stronę to nie zadziała.

        „których to mogłyby by nie uświadczyć w małych niskobudżetowych i niedotowanych na takim poziomie placówkach.”

        Słuszne spostrzeżenie, zignorujmy małych, niskobudżetowych, bez oglądania się na wyniki, żeby mieć podstawę do likwidacji.
        Im większe przedsiębiorstwo, tym niższa produktywność. Takie są prawa ekonomii, a pan namawia do polemiki z prawami.

        „Za nietradycyjny można przyjąć np taki, w którym w klasie jest 5 uczniów a szkołą nie ma sali gimnastycznej, pracowni tematycznych i komputerów.”

        Edukacja to proces socjologiczny, a zniża pan tę sferę człowieczeństwa do poziomu bezdusznej technologii. Niech pan kupi dziecku 4 komputery i nie posyła do szkoły.

        „Jeżeli „mało liczna” szkoła z „mało licznymi” klasami, której rentowność jest podważana a
        w systemie finansowania znajduje się gdzieś na szarym końcu jest w stanie zapewnić uczniowi dostęp
        do wszystkich dóbr, do których dostęp maja jego rówieśnicy w dotowanej priorytetowo szkole, a uczeń po przejściu na kolejny szczebel edukacji
        nie notuje gorszych postępów w nauce, oznacza to że mylę się w swojej dygresji, broniącej chęci zapewnienia wszystkim równo dostępu do
        edukacji na jednakowym poziomie.”

        Porównanie wyników klas szóstych ze szkoły w Krzeszowicach do szkoły w Nawojowej Górze, czy Miękini do dokumenty przeciw pana tezie.
        Wyniki maja być najważniejszym kryterium oceny, a nie rentowność.

        „Pozostaje jeszcze kwestia rentowności i utrzymania 2, 3 małych placówek w porównaniu do 1 większej, która stanowi w naszej dyskusji temat wtórny, jednak dla decydentów prawdopodobnie nadrzędny.”

        To nie temat wtórny, ale pierwszoplanowy właśnie. Tworzenie w Krzeszowicach klas 35-cio osobowych (bez względu na zamieszkanie ucznia) powoduje spadek liczebności uczniów w lepszych dydaktycznie placówkach, i daje oręż do dyskusji ignorantom, którzy patrzą na świat przez pryzmat pieniądza (i uzyskania absolutorium). Tacy ludzie (w tym pan) nie są zainteresowani edukacją sensu largo, ale właśnie indoktrynacją (minimum czego wymaga ustawa). Pan (pewnie nieświadomie) dąży w swoim rozumowaniu do programowania bandy(sic) nieletnich, anonimowych osobników rodzaju homo. Nam, rodzicom, zależy na poziomie wykształcenia, a wykształcenie to umiejętność zadawania pytań, a nie potulne słuchanie odpowiedzi.

        • Do Dygresji napisał(a):

          Na wstępie bardzo Pani(?) dziękuję za poświęcony czas na własną analizę i przedstawienie swoich kontr-tez do zawartego przeze mnie stanowiska w kontekście wpisu „Liny”.
          Na marginesie nadmienię iż nie do końca wiem, czy powyższy wpis jest autorstwa „Liny”, wobec której stanowiska ustosunkowałem się w swoich przemyśleniach, czy jest luźnym wtrąceniem osoby postronnej, nie uczestniczącej w naszej wcześniejszej dyskusji.
          Niemniej odpowiem, ustosunkowując się do treści merytorycznej przedstawionych kontrargumentów.

          W pierwszej kwestii zostały tu pomylone przez szanownego dyskutanta pojęcia dodatkowej „zmiany” z dodatkowym etatem. Tytułowa „trzecia zmiana” (cyt.) nie jest w żaden sposób konieczna do zaspokojenia
          zaproponowanego przeze mnie systemu redukcji uczniów w klasach, skądinąd znakomicie sprawdzającego się w większości
          zachodnich systemów szkolnictwa. Wystarczy przysłowiowy „trzeci etat”, równoległy do dotychczasowo istniejących, łatwy do osiągnięcia poprzez zwykłe przesunięcie miejsca zatrudnienia danego nauczyciela z likwidowanej małej jednostki.
          System czterobrygadowy to także dość niefortunny argument szanownego rozmówcy, zakładając że mamy na myśli dużą jednostkę
          szkolnictwa, z odpowiednim zapleczem powierzchni,a o takich mowa w moim wpisie.

          W kwestii drugiej przedstawiona przez Panią argumentacja wydaje się być dość skrajnie przejaskrawiona. Tak w życiu jak i w systemie edukacji nic nie jest ani czarne ani białe. Szarość definiuje przeważającą większość zjawisk na świecie. Czynnik ludzi jest bezwzględnie decydujący w procesie edukacji, jednak w dobie wszechobecnego postępu w każdej dziedzinie nauki, zaplecze naukowo dydaktyczne na najwyższym poziomie stanowi równie istotny, o ile nie
          najbardziej znamienny czynnik.
          Zgonie z Pani dygresją „piłki nie uczą siatkówki”, „fortepiany nie uczą śpiewu”, jednak bez instrumentu nie nauczymy się gry, bez piłki nie zagramy w grę zespołową, bez odpowiedniego zaplecza pracowni chemicznej nie przeprowadzimy doświadczenia, bez mikroskopu w pracowni biologicznej nie poznamy budowy danej tkanki, bez komputera nie nauczymy młodzieży programowania.

          W kwestii trzeciej można doszukać się kolejnej Pani nadinterpretacji. W żadnym wypadku nie namawiam do żadnej polemiki z prawami ekonomii, bowiem porównywanie przedsiębiorstwa do placówki edukacyjnej wydaje się być irracjonalne i nie znajduje żadnego wspólnego punktu zaczepienia.
          Przedsiębiorstwo, mające generować zyski rządzi się zupełnie innymi prawami niżeli jednostka edukacji, którą dużo prościej skutecznie dotować i dzięki temu wyposażać daną większą zbiorowość w
          możność korzystania z pozyskanego wyposażenia. To są właśnie czyste prawa ekonomii – pieniądze wydane raz na zakup sprzętu i materiałów edukacyjnych udostępniane szerokiej rzeszy uczniów a nie proces odwrotny – 3, 4 krotny zakup tych samych materiałów przypadający na tą samą populację. To jest właśnie ekonomika.

          Aspekt czwarty. Edukacja to proces socjologiczny – kolejna skrajna tez szanownego przedmówcy. Dzisiaj edukacja to przede wszystkim proces socjologiczno – technologiczny. Nie za bardo rozumiem ideę takiego podejścia, polegającego na rozdzielaniu socjologii o technologii w procesie edukacyjnym (zaznaczam że rozróżniam słowo edukacyjny = poznawczy od wychowawczy). Sam komputer nie nauczy człowieka programowania ale sam wykład teoretyczny bez praktyki także.

          Aspekt piąty – pełna zgoda. Wyniki mają być głównym kryterium oceny. Nie znam szczegółowych porównań przedstawionych szkół, także trudno mi się ustosunkować
          do tej dygresji. Wiem natomiast że szkoła o niskim stopniu rentowności nie zapewni takiego samego zaplecza naukowo – dydaktycznego jak szkoła dobrze doinwestowana.

          W aspekcie ostatnim posługuje się Pani dużą nadinterpretacją wobec moich intencji a wyciągnięte przez Panią wnioski
          zupełnie odbiegają od forowanego przeze mnie poglądu, którego sensem od początku dyskusji jest wytworzenie środowiska
          zrównoważonych szans dla wszystkich uczniów. Odnosząc się do aspektu finansowania napisałem iż jest to temat wtórny, bowiem myślą przewodnią
          mojego wpisu była tylko i wyłącznie kwestia poziomu edukacji i ujednoliconego zaplecza dydaktyczno – naukowego.
          Kwestia rentowności jest bezwzględnie kwestią oczywistą, jednak dla mnie w powyższej dyskusji wtórną, bowiem zupełnie świadomie spycham ten wątek jako nie istotny z socjologiuczno-dydaktycznego punktu widzenia.
          Dziwi mnie także przypinanie mi łatki poglądów, pod którymi się nie podpisuje i które stanowią błędnie
          wydedukowany Pani osobisty wymysł, przypisywany rzekomo moim intencjom.
          Moja intencja jest zupełnie odwrotna – przejścia obok ustawowego minimum i zagwarantowania w systemie edukacji
          dostępnego możliwego maksimum.
          Nawiązując do Pani końcowej tezy, nieco inaczej zdefiniowałbym wykształcenie – do zadawani a pytań watro także dołączyć
          umiejętne słuchanie wykładanej wiedzy w maksymalnie możliwe rozwiniętym zapleczu dydaktycznym, dającym szanse zweryfikowania
          w praktyce posiadanych wiadomości. Taki konsensus, przynajmniej wg modeli zachodnich daje dużo lepsze efekty.

      • Lina napisał(a):

        Miałeś rację co do chęci sprecyzowania obszaru w jakim chcemy dyskutować na wspólną korzyść rozmowy. Na przestrzeni wieków „mała szkoła” rozumiana była w zależności od okresu. Cieszę się, że pomogłeś przyjąć wspólny front i włożyliśmy ją w aktualny kontekst związany z : liczbą uczniów.

        Chciałabym nadmienić, że jednym z niekorzystnych działań redukcji uczniów w danej klasie o jakim piszesz w kwestii organizacyjnej jest skutkiem stworzenia braku „higieny nauki” czyli jej „zmianowość”. Już obserwuje się to zjawisko w krzeszowickiej Szkole podstawowej, które doprowadza do nieprawidłowości i ¬nierytmiczności codziennego życia uczniów. Nie wspomnę już o całej rzeszy problemów z tym związanych.

        Rozumiem, że równe szanse dla wszystkich uczniów są związane z całą bazą pomocy jakie wymieniłeś potrzebne do lepszej edukacji. Są to silne argumenty, którym trudno odmówić racji, lecz jest to tylko jedna strona medalu. Jest masa innych zjawisk jakie w małej szkole są o wiele skuteczniejsze niż w dużej.
        Z wypowiedzi wynika również , że ponadstandartowe zaplecze mają tylko większe szkoły…..
        Niskobudżetowe i nie rentowne są zbyt biedne. Oczywistość. Podanie tegoż argumentu jest korzystne z punktu widzenia Twojej polemiki.
        Mnie interesuje racjonalna argumentacja wymagająca przejrzenia wszystkich argumentów nawet tych wspierających sprzeczne stanowisko.
        Może spróbuj przyjrzeć się rozwiązaniu np. dla takich małych szkół o jakich piszesz(nierentowne i niskobudżetowe, będące na szarym końcu. Masz zdolności w argumentowaniu i z pewnością jesteś w stanie wykorzystać go w sprawie odwrotnej do tej którą bronisz. Po to by zauważyć, że zracjonalizowane poglądy ograniczają przewidywanie rozwoju sytuacji. W edukacji ta perspektywa winna być bardzo szeroka i nieograniczona z punktu widzenia najważniejszego podmiotu :
        Dziecka.

        Chęć zapewnienia wszytkim równo dostępu do edukacji (równe szanse dla wszytkich) z Twojego punktu widzenia to jest tylko infrastruktura i uogólniona edukacja. Wydaje się , że ma to o wiele szerszy kontekst w którym głęboko usytuowana jest indywidualizacja nauczania i wychowania. A ta jest efektywniejsza (już nie mówiąc z punktu widzenia profilaktyki, czy przeciwdziałaniu zachowaniom niepożądanym i wiele innych procesów choćby emocjonalnych dzieci )w małej społeczności szkolnej.

        Wydaje się , że nawet, jeśli zaoszczędzone zarobki z likwidacji jakiejś szkoły przeznaczono by na inwestycje oświatowe, to trudno ocenić jaki by miało to efekt.

        Pozdrawiam i dziękuje za konstruktywną dla mnie dyskusje.

        • Anonim napisał(a):

          Wyłożone przeze mnie tezy są faktycznie zasadne przy założeniu że mamy pewien
          określony „sztywny”, nieprzekraczalny budżet, za pomocą którego chcemy wykonać
          maksymalnie efektywny użytek na rzecz uczniów. Jeżeli decyduje kryterium czysto ekonomiczne, a ono głównie przemawia za reorganizacją szkół małych na rzecz większych, to wówczas takie posunięcie daje najlepsze efekty na rzecz najistotniejszego podmiotu :dziecka.
          Jeżeli w powszechnie słyszanych dyskusjach wśród argumentacji pojawia się notorycznie
          kwestia rentowności jako argument priorytetowy przemawiający za zamykaniem małych szkół i stanowi to czynnik nie do przezwyciężenia dla finansodawcy, wówczas przedstawiona przeze mnie logika
          wydaje się rozwiązaniem zasadnym.

          Próbując spojrzeć na temat wedle Twoich wskazówek, jestem w pełni za utrzymaniem małych szkół, przy założeniu że stać nas na to a budżet jest w stanie udźwignąć takie obciążenie. Jeżeli w finansowaniu znajdą się źródła na utrzymywanie trzech, czterech mniejszych placówek i odpowiednie ich dotowanie, wówczas w pełni popieram Twoje argumenty. W dotychczasowych rozważaniach starałem
          się założyć a priori sztywne wytyczne czysto ekonomiczne, podbudowane zasłyszanymi od dłuższego czasu argumentami, pod tytułem „nie ma kasy”.

          Jeżeli założymy że MEN wraz z gminą znajdzie dodatkowe środki na utrzymanie małych placówek i będzie je dotowało
          konsekwentnie nie kierując się przesłankami tylko ekonomicznymi, to takie rozwiązania będą z pożytkiem dla wszystkich.

          Reasumując – odkładając na bok ekonomię i pewien obligatoryjny „mus” wynikający dość często z pustej kieszeni, w pełni popieram zarówno Twoje argumenty jak i pogląd całościowy.

          Pozdrawiam również

  58. Lina napisał(a):

    Przepraszam nie podpisałam się.

  59. EMANUELLA napisał(a):

    A po co szkoły w XXI wieku!!!Społeczeństwo się bogaci,dzieci coraz mniej,więc uzasadnionym wydaje się powrót do nauczania z XIX wieku!! Czyli nauczycielki będą
    chodzić do domów jaśnie państwa!!!A i bezrobocie wsród
    nauczycieli zniknie!!!

Pozostaw komentarz